Kukiełeczka, na szczęście dla nas obu, lubi spacery. Od
kiedy tylko trafiła do wózeczka, mając jakieś 6 tygodni, ze spokojem
przyjęła fakt, że mam zamiar realizować się jako Matcus - Spacerus". U
nas na wsi mimo, że miejsc pięknych i urokliwych cale mnóstwo bo i las i
rzeka dwa kroki od domu, to tras spacerowych nie wiele. Na początku gdy
Antka jadła niezwykle często i była jeszcze wiotką latoroślą -
niesienie jej więc jedną ręką odpadało, czułam się jak pies na smyczy
biegając w tę i z powrotem po jedynym chodniku. Taki maluch ważący 2-4
kg jest niezwykle bezbronny i atak nierówności chodnikowych sprawia, że
fruwa po wózeczku. Szybko więc uwiłam jej gniazdko w gondoli, które
sprawiało, że przepastny wózek stał się dla niej przytulnym światem. Nie
tylko waga Tosi podpowiadała mi, że wygodniej jej będzie w tym gniazdku
ale jej głównie jej odgięciowe ułożenie główki. Przydomek, który jej
nadałam w szpitalu "Rogalisia" nadal był adekwatny do jej postawy:( ale o
tym innym razem... Dziś miało być o spacerach.
Nie zawsze spacery mają charakter drzemki. Antka uwielbia podziwiać drzewa, latem była to podwórkowa wierzba, w której cieniu siadywałyśmy. Teraz jesień czaruje Tosię. Kukiełeczka
z oczami jak pięciozłotówki ogląda wszystkie drzewa. Spacery w lesie zamiast usypiać na offroadowych ścieżkach,
wprawiają Antośkę w zachwyt, ochocze okrzyki i gaworzenie. Wczorajszy
nasz spacer był dla niej prawdziwa frajdą, bo liście dostała do łapek a
wózek zamieniła na mamusiowe ramiona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz