Wieczorem przed urodzinami dziewczynek fizycznie było mi
najtrudniej. Skurcze były nie do opanowania –
gynipral lał się już ciurkiem, sztukę dawkowania leku tokolitycznego miałam
w jednym palcu, jak położne. Pamiętam
rozmowę z Mamą wieczorem – już nie dam rady więcej, to już chyba musi się stać
- mówiłam. Rano, Jola położna – stanęła na
głowie i wszystkie badania zrobili mi jeszcze przed obchodem. Na wizycie profesorskiej – padła decyzja –
gromadzą zespół (a była cała masa specjalistów), kończymy ciążę – wtedy już nie oponowałam. Po tygodniach leżenia po prostu wstałam i wzięłam
prysznic – sama. Cudowne uczucie niezależności.
Madzia – mój dobry duch i cudowna położna – za chwile również Mama, przez cały ten ranek była ze mną. Byłam
dziwnie spokojna. Tata Kukiełek w biegu przed salą porodową złapał mnie jeszcze na kilka chwil – ścisnął moją
rękę i obiecał, że tak jak marzyliśmy, za chwile już będziemy wszyscy razem…
31 tygodni i 1 dzień
- moje Córeczki w każdym momencie były ze mną. Były też razem. W
najtrudniejszych chwilach, łapały się za ręce – pływały i szalały w
maminym brzuchu, nie bacząc na pęknięty pęcherz płodowy, krwiaki i skurcze. Czułam ich ruchy od 15 tc…
Myślę, że litry leków, codzienne podglądactwo przez USG i moja adrenalina nie zabrały im radości i
frajdy ze wspólnej zabawy.
Poród metodą cesarskiego cięcia rozpoczął się w piątek, 30
marca 2012 o godzinie 10.30. Znieczulenie epiduralne – miało oszukać moje receptory czuciowe od
pasa z dół a po wydobyciu Dziewczynek
ciąg dalszy operacji w znieczuleniu ogólnym.
Zdarza się jednak i tak, że znieczulenie z jakichś powodów nie działa –
u mnie tak było - anestezjolog zdecydował więc natychmiast o znieczuleniu
ogólnym. Nie mogłam się jednak zgodzić –
przecież te małe istotki miały tak pod górkę, że jeszcze dawka narkozy
mogłaby zrobić im krzywdę.
Lekarze walczyli więc z czasem o życie moich Dzieci – ja walczyłam z
bólem. Dziś niemal nie pamiętam tego
uczucia…
O 12:37 Córka Żywa Niedonoszona – Bliźniak I przyszła na
świat. Waga 1390g. Dla nas Antonina
O 12:38 Córka Żywa Niedonoszona – Bliźniak II przyszła na
świat. Waga 1450g. Dla nas Apolonia
Czułam, że już je wyciągnęli… ale byłam pół przytomna z bólu
- prosiłam tylko anestezjologa by przed zaśnięciem
powiedział co z dziećmi. Nie słyszałam płaczu, na który tak bardzo czekałam. Brzęczy mi do dziś w głowie… żyją, nie oddychają,
dostały po jednym punkcie. Znieczulamy.
Zasnęłam wierząc, że po moim wybudzeniu moje Cuda będą na mnie czekać. Dzieliły nas 3 piętra, różne oddziały, dziesiątki sal i totalna niemoc - wszystkie trzy walczyłyśmy o życie. Nie byłam świadoma jak trudno było ze mną. Mam mnóstwo szczęścia, że trafiłam na tamten zespół i że właśnie tego dnia odbył się poród.
Nie wiem, co czuł Tata Kukiełek - wiedział tyle: operacja zakończona - wszystkie Jego panie walczą... czekamy. I czekał. Biegał między piętrami, pokojami lekarskimi i intensywną terapią. I jak to facet - milczy na ten temat. Wiem, że był Mamą i Tatą przez te kilka dni. Najlepszym.
Nie mam wiec wspomnień euforii gdy dziecko wyciągnięte z brzucha trafia na mamine piersi. Nie czułam zapachu moich Córeczek, ani nie widziałam ich pomarszczonych stópek. Nie karmiłam też piersią w pierwszej dobie, nie myślałam o tym, czy przed weekendem nas wypuszczą. Gdy otworzyłam oczy czekałam na dobre wieści...powoli nadchodziły.
Nagrodą były filmiki w telefonie, głos Taty ... Poleczko uśmiechnij się do Mamy, Tosieńko pomachaj do Mamusi... i melodyjki jakby grane przez owsiakowe inkubatory.
W trzeciej dobie moje Macierzyństwo nabrało realnego wyglądu. To dwie najcudniejsze Istoty, drobniutkie, waleczne lecz kruche. W głowie setki razy układałam słowa, które powiem do nich po raz pierwszy. Wszystkie plany zawiodły - słowa nie umiałam z siebie wydusić. Tylko łapczywie patrzyłam, tuliłam je wzrokiem i ręką dotykałam jakby najkruchszej porcelany - bo przecież one takie mikrutkie. Skóra jak pergamin. Ale piękne takie. I zupełnie podobne, śpiące w plątaninie kabelków, przy dźwięku, który do dziś brzęczy mi w głowie.
Mała rączka zaciśnięta na moim palcu, coś na kształt płaczu, ufne oczka - cały świat w nich, wszytko. Potem już razem, pierś w pierś i ich zapach, który dotąd jakby sercem czuję. Wszytko w koło nikło jakby. Tylko my...
Całe życie na Nie czekałam. Zawsze marzyłam by być mamą. Tamten czas gdy byliśmy we czwórkę to najpiękniejsze chwile w moich życiu, mimo lęku i rozłąki.
Pierwszy rok życia Antosi dla nas to worek z bagażem wspomnień i gorzkich i pięknych. Przytulam w sobie te chwile, chciałabym każdą zachować i delektować tym co dobre było. Każdego dnia są jednak nowe. Gdy Tośka się śmieje aż tchu Jej brak, gdy małym paluszkiem żarówkę wskazuje i pytającym wzrokiem patrzy na mnie. Gdy tuli się aż rumiane policzki na małej buźce się rysują. Uwielbiam ten czas, w Antosi wszytko uwielbiam.
Za nami pierwszy rok razem, kolejne cudowne lata przed nami. Zwykłą datę 30 marca moje Córeczki w magię zaklęły, na zawsze, dla nas to święto.
Antosiu, Córeczko Kochana dla Ciebie
... pięknych ścieżek, zdrowia i marzeń spełnionych
Mama i Tata