Akty i sceny kukiełkowej rzeczywistości Antosi, czasem soczyście umajone didaskaliami, czasem z dramatu powstałe lub pełne komedii... A bohaterka Antosia każdego dnia gra siebie... Cudowne Dziecko. Bo Cuda się zdarzają...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urlop macierzyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urlop macierzyński. Pokaż wszystkie posty

10 listopada 2013

Teoretycznie

Teoretycznie właśnie skończył mi się wychowawczy.
Teoretycznie też, czas ten, można nazwać urlopem. 
Teoretycznie do pracy wróciłam.
Teoretycznie pora na nowe.
Teoretycznie wraz z końcem wychowawczego, pora na początek wychowywania. Bo wierzcie, że trzeba.




 Ale to wychowywanie chyba już zaczęłam wiele miesięcy temu. Ucząc każdego dnia, że trzeba cieszyć z momentów. Doceniać chwile. Dziękować. Marzyć. Być lojalnym. Ufać. Kochać
Mam tez nadzieję, że poradzi sobie lepiej niż ja, gdy trzeba będzie zawalczyć o swoje.  I że czasem nie warto się bać. Zwlekać nie warto.





Te Jej piękne oczy mówią mi dziś, że nawet jak jest trudno, warto walczyć. Podwijać rękawy i mierzyć się z wyzwaniami. Próbować sił. Marzyć i spełniać. Ale w zgodzie ze sobą i dbając o siebie właśnie. I dla Nich.

Wcale już nie teoretycznie!

27 czerwca 2013

Na szaro

Gdy na głowę zawala się świat. Albo gdy człowiek myśli, że się ten świat wali - choć podobno zawsze może być gorzej. Wiem, że może. Dobrze to wiem. Może więc bardziej pasuje powiedzieć, że grunt nagle traci się pod nogami - tego uczucia nie znoszę po prostu. Straciłam czujność a teraz i bezpieczeństwo i ten stabilny świat, który gwarantuje spokojny sen, gdy o pracę nie trzeba się martwić.  Macierzyństwo jakoś nie jest po drodze pracodawcom. Sami mając dzieci u innych widzą w nich przeszkodę. Obłudą jest wydłużenie do roku urlopu macierzyńskiego, gdzie zupełnie brak gwarancji na powrót kobiet do pracy po urlopie wychowawczym...




Jakoś nie myśli się o tym, że mama lewą ręką zupę gotować potrafi, z dzieckiem na biodrze, prawą podpisuje umowę z bankiem a przy uchu ze słuchawką telefonu do Sanepidu, w sprawie cholernych szczepionek dzwoni. Ale wszędzie skupiona, i na 100% zaangażowania. Ogarnia temat, do przodu mknie i nawet czas na książkę, angielski i wiadomości gospodarcze znajdzie. Da się, wszytko się da - jeśli się tylko chce. Mama negocjacje, organizacje, determinacje i czasorozciąganie trenuje aż do perfekcji. Podejmuje wyzwania, nie stoi w miejscu. Jest inżynierem i artystą. Świetnym planistą i wykonawcą. 
Tego jednak nie widać, doskonale za to widać wcześniaka, który pewnie choruje. Widać też matkę, co trudno jej się będzie na pracy skupić bo przecież "dziecko". Może już nawet liczyć nie umie? I tych zmian nie co tak galopują, z pewnością nie chwyci bo to przecież nie kaszka z mleczkiem. A przecież przez ten czas się tyyyyyle zmieniło. Firma nie może stać w miejscu.


Ale chyba naiwna jestem. W ludzi wierze. I wierze w to, co ludzie mi mówią patrząc prosto w oczy. Jeśli słyszę o nic się nie martw - dziecko najważniejsze - biorę te słowa, do głowy wkładam i ufam, że szczerze to było. Ale szczerze też, mówię - gdy stanie na nóżkach własnych, choćby koślawych, ale stanie i pójdzie i ja zrobię krok w inną stronę - do wcześniejszych zadań wrócę - bo tego chcę, bo tak się umawialiśmy.
Umawianie, umawianiem. Nie znaczy wiele. Siedzę i dumam. Drapię się w głowę. Wierzyć jakoś mi trudno. I żal mam ogromy... i za złe, że nikt słowa nie szepnął.
Z tym żalem w trawie z Antośką siedzę i turlamy piłkę. Kamyczki liczymy, rzucamy i jemy, o zgrozo!. Mnie łzy po policzku płyną. Nosem pociągam.  Ta zabawa zupełnie mi nie w głowie. Codzienność pora nam inaczej poukładać, plany zrewidować, sentymentów się pozbyć. O siebie powalczyć. Ale ryczę...Tosinka skupiona ale z dystansem patrzy na mnie i paluszkiem macha - "Mama, nie, nie, nie" - i najpiękniejsza bródka na świecie zaczyn drzeć i ze mną płakać - więc tule w ramionach ten Świat mój cały, wielki i wymarzony. I co by się nie działo - myślę sobie, że warto było, by teraz popatrzeć i poczuć, że Ona już tyle rozumie. I zawsze razem popłakać wspólnie będziemy mogły.
Mój niepokój udziela się Tosi. Mleko mamy przestało smakować...


Nauczę Ją tylko większego dystansu i ostrożności by w tej wierze i ufności ludziom nie zostać skrzywdzonym.

19 lutego 2013

Macierzyński po polsku

Antośka zawirusowana - znaczy najpierw był katar, ale to pikuś. Mamy zapalenie oskrzeli. Przeklinam wszelkie możliwe aspiratory do noska. Ant broni się rękami i nogami przed niebieską rurką w pobliżu jej twarzy. Mama-Oprawca ma za zadanie udrożnić nosek, zakropić, zasmarować. Ale płacz jest większy niż przy ćwiczeniach Vojtą. W drodze do pediatry Antosia ma drzemkę. Babcia na tylnym siedzeniu obok, także ;). Gdy prowadzę - odpoczywam. Rolę Pocieszycielki dziś przejęła Babcia.

Niezmiennie ulubione " nie ma Tosi, nie ma Tosi..."
I buziaki są. Na razie dostają je tylko misie i lustro.


U Pani Doktor spotkania z innymi maluchami - to, Antosia uwielbia najbardziej. Mała Zosia buduje dom z lego, Krzyś z Tatą usypia misia, ze złamaną nogą. A Tośka oczopląsu dostaje, nie wie, na które z nich patrzeć. Piszczy i zagaduje. Starszaki się wstydzą albo ignorują.
I pora na nas. Pani Doktor zawsze wita Antkę przytulaniem i całusem w czoło. Ufam jej. I szanuje jej zdanie.  Badanie. Ważenie (7280g). Trochę prywaty, pogaduszki.
  

Pani Doktor kolejny raz namawia mnie bym skorzystała z prawa do przysługującego mi prawa do 2 miesięcznego zasiłku opiekuńczego. Płatny jest, a jakże. Rodzice, których dzieci intensywnie są rehabilitowane, mogą w ciągu roku korzystać z niego przez 2 miesiące. Znam te wersję... i mam jednak, opór ogromny. Dla mnie, to 2 miesiące wynagrodzenia, ale dla mojego pracodawcy... koszt. Stawiam na szali dwa miesiące i miejsce pracy w dobrej, uczciwej firmie, gdzie kłamać nie trzeba i klientów na siłę namawiać. Lubię tam pracować.  Prawo, prawem ... chowam więc świstek, który dostałam od pediatry i zapominam o sprawie.. Nie tak do końca jednak.
Gdy dziewczynki były jeszcze w brzuchu z każdym kolejnym tygodniem liczyłam kiedy skończę urlop macierzyński i będę musiała wrócić do pracy. Przy bliźniętach urodzonych w 2012 urlop macierzyński wynosi 37 tygodni, uwzględniając dodatkowe 6 tygodni. To 13 tygodni więcej niż w przypadku ciąży pojedynczej z powodu dużego obciążenia jakim jest ciąża bliźniacza.
Gdy Pola odeszła wszytko legło w gruzach. Także 37 tygodni urlopu.
Ustawodawca jednak nie przewidział wydłużenia urlopu mamie, której ciąża była bliźniacza - a więc trudniejsza z założenia i bardziej obciążająca organizm, gdy jedno z dzieci umiera.
Ustawodawca uznaje tym samym, że dziecko urodzone z bliźniaczej ciąży, dojrzewając w trudniejszych warunkach w maminym brzuchu nie potrzebuje mamy przy sobie tak długo jak bliźnięta, których brat lub siostra żyją. Nagle okazuje się, że traktowane jest i dziecko i mama jakby bliźniaczej ciąży nie było a tym samym przywilej uznaje się za niezasadny.
Tak było i u nas. Urlop macierzyński skończyłam w ubiegłym roku we wrześniu. Od tego czasu obie z Antosią cieszymy się urokiem bezpłatnego urlopu wychowawczego. Gdybym miała wówczas wrócić do pracy, Antosia miałaby 3,5 miesiąca po skorygowaniu jej wieku. Nie oburza mnie to, ale przyznaję, że mierzi i mam nadzieję, że ktoś niebawem dotknie tych tematów z rozsądkiem i szerzej niż dotąd. Gdzieś w tym wszystkim brak pomyślunku, co to czasem w niestandardowych sytuacjach jest konieczny. 
Jako mama bliźniąt, nie wpisałam się w szablon urlopu, tak wspaniałomyślnie wydłużonego mamom, które mają szczęście cieszyć się podwójnym macierzyństwem. Wiem, że są kraje w których ten urlop trwa jeszcze krócej... ale inne są również warunki opieki zdrowotnej dla dzieci.


 I szablon towarzyszył przy tworzeniu ustawy  o urlopie macierzyńskim, dla mam dzieci urodzonych przedwcześnie. Wiek wcześniaków, koryguje się o tyle tygodni, ile do planowego terminu porodu maluchowi zabrakło. U Antosi to 9 tygodni. W chwili gdy Antka uzyskała wagę zbliżoną do swoich rówieśników - mojego urlopu minęło już ponad 2 miesiące. Nie liczy się też fakt, że tygodnie, czasem miesiące, spędzone przez wcześniaki w szpitalu po porodzie,  to czas mijającego urlopu macierzyńskiego mamy. To jasne, że musi być jakiś punkt odniesienia. W tym wypadku, termin porodu nie jest najlepszym. Mój głos to zdecydowane postulat by korygować, nie tylko wiek dziecka, ale również urlop macierzyński. Nie przekonuje mnie argument, że można zawiesić urlop na czas pobytu dziecka w szpitalu - przyznacie, że to brzmi absurdalnie. 
Od wielu tak w Unii Europejskiej toczy się debata nad stworzeniem regulacji dotyczących tego problemu. Bardziej zajmująca okazuje się jednak krzywizna banana niż temat urlopu macierzyńskiego dla mam dzieci urodzonych przedwcześnie. W Polsce temat niemal nie istnieje.
 

Nie raz pisałam, że wcześniaki to wyjątkowe dzieciaki - także dlatego, że na początku swej drogi bardziej wymagające. Jakość ich życia mocno determinują specjaliści, kolejne badania, leczenie i rehabilitacja. Wszytko bardzo kosztowne i wymagające sporo czasu... Szczęśliwie dla nas jeszcze chwilę mogę 100% swojego życia "zainwestować" w rozwój i zdrowie mojego dziecka. Może jednak warto by o takiej inwestycji pomyśleli Ci, którzy tematem urlopów macierzyńskich zajmują się zawodowo? Celowo używam słowa "inwestować", nawet gdy mowa o bezwarunkowej miłości mamy do dziecka - ten czas  spędzony z dzieckiem, w moim mniemaniu, jest poza wszystkim innym także inwestycją w dobre i godne życie naszych dzieci.