Akty i sceny kukiełkowej rzeczywistości Antosi, czasem soczyście umajone didaskaliami, czasem z dramatu powstałe lub pełne komedii... A bohaterka Antosia każdego dnia gra siebie... Cudowne Dziecko. Bo Cuda się zdarzają...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaciółka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaciółka. Pokaż wszystkie posty

22 lipca 2013

Babskie sprawy

Kiedy zdarzył się Cud, jak życie moich Dzieci, w moim brzuchu, niczego więcej od Boga i świata nie się nie chce. Bo One to dla nas wszytko! Wtedy tylko życia i zdrowia dla Nich i dla nas pragnęliśmy. Nie przyszło mi nawet do głowy by o płci rozmyślać i patrzeć w monitor i tego co między nóżkami wyglądać. Gdy słyszałam na codziennym USG  zimny komunikat lekarza "FHR++ " czyt. oba serduszka biją. Pozwalałam sobie oddychać. Z czasem nauczyłam się nie słyszeć listy zagrożeń, potencjalnych wad rozwojowych i tonu zdziwienia w głosie, że ciąża wciąż trwa.

Bo zachcianki były wyłącznie na kapustę i ogórki kiszone. Totalna niechęć do słodyczy. No i na nosicielkę chłopaków wyglądałam dla odwiedzających. Tylko na rozmyślanie na temat płci było nam zupełnie daleko
 ..bliźniak pierwszy (Antosia) to dziewuszka, bliźniak drugi (Poleczka) to dziewuszka - będą dziewuszki, i pora nam chyba w te dzieci uwierzyć... do dziś mi się kołacze po głowie.









Ale przyznaje najszczerzej, marzyłam by mieć Córeczki. By ten dziewczęcy szczebiot słyszeć. Piskliwe głosiki i szeptane tajemnice o miłościach. By być powierniczką. By wspólnie drogerie okupować. Warkocze zaplatać. Śmiać się przy kawie i babskie sprawy z dala od naszych mężczyzn omawiać. By wzruszać się wspólnie, wspominać i marzyć, grzebiąc stopami w ciepłym piasku.

Gdy małe sukienusie prasuje, na wieszaku układam.  Gdy tycie spineczki ukradkiem w znikomą grzywkę upinam.  Gdy po dziewczyńsku stoi przed lustrem i jakby z zachwytem odkrywa, że to, co w nim widzi podoba Jej się. Gdy kochaną Lalę Bombolę i Misia Stefana karmi i tuli jak mama dzieci.
Widzę w niej małą dziewczynkę, która za moment, za chwilkę...




Także wtedy gdy Tata w wieczornej kąpieli szoruje czarne kolaniska i gdy autkami mknie po podłodze z języczkiem na brodzie. Gdy kamykami do stawu rzuca. Gdy z Dziadkiem w traktorze jedzie.
Gdy patyki kolekcjonuje i wymachuje nimi zawadiacko. Wtedy także w niej widzę dziewuszkę.

Zabawa, która dla nas obu jest ogromną frajdą. Bliskość, która nie jest przypadkowa. Relacja, która jest esencją mojego szczęścia, to wszytko, to również zalążek przyjaźni. Przyjaźni na zawsze i bez roszczeń. 
I choć do świadomej kobiecości długa jeszcze Jej droga, pierwsze kroki małe stópki stawiają w tym kierunki. Chce być dla niej pierwszym znakiem. Kiedyś ostoją i wyznacznikiem, by Jej kobiecość była czymś zupełnie naturalnym, świadomym. Pięknym. Aby dojrzewanie smakowało pewnością, wrażliwością i szczerym uśmiechem. Aby jako Kobieta była Szczęśliwa i zwyczajnie dumna z tego, że nią jest.  Aby garściami czerpała przyjemność i zadowolenie. Aby miała w sobie siłę, która pomaga pokonać najtrudniejsze. I piękno - takie wewnętrzne, które zachwyca w koło, niezależnie o fryzury i makijażu i rozmiaru.





Dziś moja Córeczka w rozmiarze 74. Błękitnooka. W puszystym blond wydaniu. Z oliwkową karnacją. Zupełnie nie przypomina mnie - rodzicielki:) ale z pewnością babskie sprawy nas łączą!


06 marca 2013

Najlepsza z Najlepszych



O przyjaźni napisano przepastne tomy. O wielkich braterskich i siostrzanych więziach, których żadne przeciwieństwa się nie imają. Czasem lekkie potknięcia, drobne sprzeczki, nieistotne pyskówki, które znaczą mało - jedynie wzmacniają te ważne więzi.
Jednym z darów, za który kładąc się do łóżka mówię - dziękuje - jest Ona. Najlepsza z Najlepszych.
Taka od zawsze - bo z pieluchą razem latałyśmy w sadzie potykając się jesienią o gałęzie. Latem z rzeki nie wychodziłyśmy tyłki mocząc całymi dniami.
Budowałyśmy dziesiątki domków, w których stare puszki i pudełka służyły za zastawę.

Godziny na nad rzeką przegadałyśmy, wspólne wizje, plany i westchnienia klecone w każdym wolnym momencie.
Zwierzenia najintymniejsze. Wyznania najszczersze. Nawet dziewczęce miłości te same.
Trzydzieści lat minęło. Po drodze inne szkoły, inne pasje, inne kręgi znajomy ale my... zawsze razem.
W tej naszej przyjaźni lubię wszytko. Troskę i słowa zawsze najcieplejsze.  Zaufanie - bo wiem, że jak tajemnica, to słowa nie piśnie. Gdy bluzkę w kwiaty akurat trzeba to wale jak w dym, biorę z szafy i idę - choćby dam pusty był, esemes wystarczy, bo klucz w wiadomym miejscu.
Uwielbiam głupawe gadki i poważne dysputy. I Święta wszystkie razem też lubię. I Męża M. lubię, i Mąż mój Ich lubi. I lubie gdy w kapciach do Niej biegnę.
Gdy u mnie najtrudniej bywało Ona zawsze była. Pocieszała. Milczała. Włosy myła. Pisała kilometrowe esemesy czarną nocą na pocieszenie. Po ręce gładziła. A waśnie bywały. Drobne, drobniuśkie a jak większe to dziś nie ważne.


Czas gna, do przodu goni a my herbatę jak lata temu wciąż pijemy. Tylko jakoś rozmowa się rwie. Co chwile inny temat. Spotkań mniej bywa - a jak się dzieją to, nie zawsze w skupieniu....
Czemu tak się dzieje? To wina naszych Córek :)


  

To spełnione marzenie. One i My. Od pierwszego spotkania Antosi i Hani iskry są. Haneczka koniecznie wózek chciała pchać z małą Tośką, bez "cacy" się nie obeszła. Hania leżąc w przymałym bujaczku Antki tuli lalę, a Tośka na brzuszku czołga się natychmiast w Jej kierunki i zaraz zaczyna bujać starsza koleżankę. Ale siły traci, na chwile przestaje - na co Hania, lekko zdziwiona przerwą - "jeche Tosia, jeche" (czytaj: jeszcze) Jeśli ich przyjaźń przetrwa wyrywanie zabawek i zazdrość o Misia wszystkiemu dadzą radę. 
I choć wybieranie przez rodziców przyjaciół dzieciom jest wielką krzywdą, do czasu kiedy będą same decydować czy pozostają w przyjaźni czy też nie, Mamy zdecydowały już za Nie.



W ostatnie dni słonce nareszcie rozgrzało policzki. Aż pieką od słońca, dawno nie widzianego. Chwile więc łapać trzeba. I znowu tup, tup, w rytmie Hanusiowych kroczków idziemy we czwórkę. Jak zawsze do sadu najpiękniejszego na świecie. Jeszcze surowy, przejrzysty, bez liści traw.
Tosia uwięziona w wózeczku, za to starsza koleżanka biega i świat w pełni smakuje. 
Mamom czasu na rozmowę zabrakło. Nasze Panna absorbujące, ciągle w ruchu i znudzone postoje.  Ale słońce i ten zapach wiosny w powietrzu brak pogaduszek wynagradza.  


W brzuchu motyle latają na myśl o tym, że przed nami ten czas w roku najpiękniejszy. I wiosna najlepsza z najlepszych, jak moja M.