Akty i sceny kukiełkowej rzeczywistości Antosi, czasem soczyście umajone didaskaliami, czasem z dramatu powstałe lub pełne komedii... A bohaterka Antosia każdego dnia gra siebie... Cudowne Dziecko. Bo Cuda się zdarzają...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świeradów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świeradów. Pokaż wszystkie posty

12 maja 2013

Nurkujemy

Pewnie jak w większości rodzin, i u nas, Tata jest głównym kąpiącym. To On pilnuje rytuału i z termometrem wojuje. Ręczniczek, gumowa rybka, ciepełko i tylko krzyki słychać. Kukiełeczka kąpiel uwielbia. W wodzie jest raczej zrelaksowana i spokojna, choć ostatnio uporczywie staje w wannie na baczność. Najbardziej Antśka uwielbia jednak kąpiel w dużej wannie, z Mamą, oczywiście Tata też nam towarzyszy ale "pływamy" sobie w damskim towarzystwie. Jest kraulem pływanie, na pleckach pluski i nawet cycuś się znajdzie jak Kukiełeczkę głodek przyciśnie;)
Od kilku miesięcy basen nam się marzył - zwłaszcza, że w okolicy mamy świeżo otwarty obiekt z infrastrukurą dla Maluchów. Rehabilitantka Tosi wymyśliła nawet, że w niedzielne przedpołudnia możemy się spotykać na basenie i Ona zajmie się Antką, wspólnie będziemy odkrywać podwodny świat. Zima jakoś zniechęcała mnie do tego. 

Nadszedł w końcu czas... 
No i wielkie wooow - nawet trójkątna wanna Babci okazała sie niczym w stosunku do basenu. Ostrożną obserwacje nasza Kukiełeczka szybko zamieniła na piskliwy zachwyt i dziką radość.
W towarzystwie kaczki, rybki, Oliśka i rodziców Antosia pierwszy raz "pływała" w basenie. Na użytek Tośki jacuzzi zamieniliśmy na basen dla dzieci bo ciepełko i bąbelki po brzuszku pościły przyjemnie. 
Woda kryje jakąś tajemnicę, przypomina o tym, że w jej środowisku Antosia spędziła sporo czasu będąc jeszcze mieszkanką mamusiowego brzucha. Szum, pluski, bulgotanie... a Ona szczęśliwa, spokojna i zrelaksowana. Dała ze sobą zrobić wszytko, nawet nurek przypadkowy nam się trafił. 
Taka mała Rybka z Tosiny naszej. Tak oto pierwsza przygoda w basenie za nami.

 

06 maja 2013

Majowo... wyjazdowo

Polska ruszyła szturmem na długi weekend. Wyczekiwane grille debiutowały mimo deszczu i chłodu. Z Antosiowym brakiem zamiłowania do podróżowania nasz wybór kierunku podróży jest zawsze lekko ograniczony. Aby uniknąć "koncertu", podróż może trwać do 2 godzin. Padło tym razem na Świeradów Zdrój. Oczywiście bez kardynalnego błędu, bezmyślności i nieodpowiedzialności jakim jest podróż z dzieckiem na rękach się nie obyło. Choć i tak jest już znacznie lepiej, bo długo nasza Kukiełeczka potrafi wytrzymać na swoim tronie. Tych błędów było więcej... pizza na deser, drzemki o dziwnych porach i podskoki na maminych kolanach w drodze powrotnej w ramach lekarstwa na nudę w korku.






 Wyjazd cudowny, choć nie mogę powiedzieć że odpoczęłam. Z pewnością jednak zmiana otoczenia dobrze zrobiła nam wszystkim. Pojechaliśmy z Przyjaciółmi. Matematycznie było tak: 2+1x2 czyli My z Antosią, Oni z Olkiem. 
Wybraliśmy przemiłe miejsce, gdzie alternatywą dla pochmurnej pogody były wSPAniałe atrakcje i pierwsza przygoda z basenową wodą dla Tośki.
Hotel położony w górze miasteczka, z dala od zatłoczonego centrum. Nie zachwycam się klimatem takich miejscowości. Ani tam ładnie, ani spokojnie. Ale widoki piękne, choć chmury wisiały nisko nad górami izerskimi. Hotel doskonale przygotowany na szturm rodzin z dzieciakami. Co prawda zabawa w sali czy na placu zabaw nie zwalniała nas z opieki nad Antolką ale starsze maluchy mogły bezpiecznie tam poszaleć bez rodziców. Poza tym miło urządzony, z pięknymi fotografiami Anny Nowocińskiej, które już w hallu witają gości. Lubię takie smaczki - te zdecydowanie karmiły mój zmysł estetyczny.



Nasze niezrealizowane kwietniowe postanowienie niestety dało o sobie znać. Antosi solidnie weszły w krew nocne pobudki, a My hołdując rodzicielstwu bliskości, rano budziliśmy się niewyspani. Pięta w oku Taty i kilka pacnięć w mamine policzki to niby drobiazg... nocą jednak mało zabawny.
Spacery, zwiedzanki, kąpiele, relaks... i dużo pysznego jedzenia. Z pewnością gorący mus malinowy z lodami o 23.00 nie przysłużył się moim wiosennym (zupełnie nie realizowanym) postanowieniom.


 



Antosia cudna, wesoła i szalenie rozkrzyczana... Piszczałka zrobiła się z Niej ogromna. Zaczepia wszystkie dzieciaki, podrywała kelnerów i na zawołanie "nanananan" z radością nuci. Przekonaliśmy się po raz kolejny, że wyjazdy służą jej świetnie. Wszystkim nam służą.
Czas minął o wiele za szybko. Niech to będzie wyznacznik tego, że majówka była udana.