Akty i sceny kukiełkowej rzeczywistości Antosi, czasem soczyście umajone didaskaliami, czasem z dramatu powstałe lub pełne komedii... A bohaterka Antosia każdego dnia gra siebie... Cudowne Dziecko. Bo Cuda się zdarzają...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacery. Pokaż wszystkie posty

18 listopada 2014

Złota polska



Gdyby jesień każdego roku była jak w tym - na pewno mniej bym się jej bała.
Nie ograniczały nas deszcze ani błoto - czasem tylko wprawiała w zakłopotanie wysoka temperatura i słońce, jakby sierpniowe. Wierzyć się nie chce, że gołe nogi w październiku miały dzieci i nawet w listopadzie można było złapać sporo słońca.
Jabłka w sadzie smakują w takie dni bardziej.
Zupa dyniowa na dworze i ziemniaki z ogniska.
Poproszę tak do wiosny... z małą przerwą na śnieżne dni w Święta.













14 marca 2014

Jeszcze zimowo


Mały spacer nad rzeką kilka tygodni temu... wiem spóźniony, jeszcze zimowy.
Ale niech będzie, tak na pożegnanie zimy...
Nic nie cieszy bardziej nad rzeką niz kaczki.
A właściwie kąpiel w niej mogłaby cieszyć, nawet bardziej niż kaczki.

 

20 lutego 2014

Nowy stary pojazd

No nic poza mizernie zaopatrzonym sklepem spożywczym na wsi mojej niema. Miejsca, gdzie nieprzemyślane zakupy poprawiające chwilowo nastrój, oddalone kawałek drogi. Ochota więc słabnie, jak wsiadam w auto i załatwiam kolejne sprawunki.
No i jeśli chodzi o Antosie to lubię przemyśleć zakupy...zwłaszcza, że jakoś mam wciąż w głowie, że nadmierna ilość zabawek przytłacza dzieci. Odbiera wyobraźnie. Staram się więc kupować po namyśle. Tym razem jednak było inaczej.
Bo bywa i tak, że raz na czas jakiś otwiera się mały targ staroci, zapraszając okolicznych zwolenników przeglądania rzeczy używanych, czasem niezwykłych, z duszą, z historią. A czasem zupełnie nic nie wartych gratów. 
Podczas spaceru wpadłyśmy i my. I od razu wpadł mi w oko ten wózek. Troszkę jakby z mojego dzieciństwa.  W doskonałym stanie. Lekki w odróżnieniu od drewnianego wózka, który Antosia dostała na pierwsze urodziny. Antosia wszelkie pojazdy uwielbia, robi kilometry po całym domu niezawodnym wózeczkiem drewnianym stując z rozpędu o ściany na przykład - pakując w jego wnętrzu niekoniecznie lale. Często sama woli być jego pasażerką. I w tym wózeczku też świetnie jej przychodzi udawanie "dzidzi".
Wracałyśmy ze spaceru z nowym, starym nabytkiem za całe 20 złotych. Przed nami tylko delikatny tunning wnętrza i szycie pościeli vintage :)








13 lutego 2014

Tupanie nóżką

Nie przestaje zachwycać się momentami. Choć chwil, kiedy mam ochotę tupać nogą i płakać jak Ona, jest też więcej. 
Antosia zmienia się, dorośleje. Przyglądam się jej bacznie. Tym tupaniom małych stóp. Wymuszaniu. Krzykom i lamentom których i Ona w końcu posmakowała. Tym minom, przewracanym oczom.  Tym śmiechom, które są reakcją na moje przywoływanie Jej do porządku. Jakoś poważnie nie przyjmuje mojego tonu. Postawiona do kąta, podśpiewuje i robi kuku. 
Choć ostatnio chyba pierwszy raz poczuła, że to kara. Stała na baczność płacząc rzewnymi łzami. 
Czasem trudno nie parsknąć śmiechem obserwując jak przeprowadza próbę sił. I obserwuje, co ja na to. Stara się przesunąć granice.
Czas przyszedł na więcej zasad. Wspólnie je ustalamy. Bez wielkiego nazewnictwa. Razem budujemy mapę zakazów i nakazów... ta druga znacznie szczuplejsza 
Bywa, że brak mi sił. Gdy 5 raz ucieka przede mną z gołą pupą a ja właśnie się spieszę. Gdy na mój spadek zainteresowania - choćby gdy przez telefon rozmawiam, reaguje płaczem. 
I ta słodycz, którą w koło sieje, ma też pikantny smak. 
Na szczęście jak wszystkim kobietom w naszej rodzinie i Antosi złości, nerwy, czy bunt mijają szybko. Nie nakręca się, pozostając w złym nastroju przez dłuższą chwilę. Szybko wraca do siebie.
Nie tylko jej tupanie nóżką jest znakiem, że czas mija a Antosia rośnie.
Jest też świetną obserwatorką.  Poniżej widać, że dzień zaczynamy od makijażu i planu;)






 Zimy nie było. Tutaj chłodna niedziela ze szronem, który udaje śnieg. Sanki kurzą się na strychu. A ja tak na prawdę nie mam już ochoty na jej come back!







06 stycznia 2014

Spacer po Pergoli

Na spacerze lubię czuć słońce na policzkach. Lubię też zaplanować wypad nagle. I zbierać się w pośpiechu wpisując między pobudkę Antki a zachodzące słońce. Lubię jej euforię. Mały paluszek w kierunki wierzy i dźwigu i nieporadne... "dzik"
Ale najbardziej lubię patrzeć na ten duet. Doskonały. Jak szaleją.
Jak słyszę Jej piskliwe .... "Tati, cho!"










Kawałek naszego spaceru spaceru. Chłodnego. Ale w przyjemnym popołudniowym słońcu, bo dzień już lekko dłuższy :)

07 grudnia 2013

Na Jarmarku



Jak, co roku, tak i w tym;) Wybraliśmy się na świąteczny jarmark w ubiegłą niedzielę. W tym roku po raz pierwszy. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja.
Tym razem znowu zdjęcie telefonem robione. Ale obiecuję, poprawię się;)






Na wrocławskim rynku zamieszkują renifery, bajkowy lasek, całe mnóstwo dziecięcych atrakcji. Ale  i dla dorosłych się coś znajdzie. Przywitała nas budka ze smakołykami - my tradycyjnie - skusiliśmy się na grzane wino. Spacer na mrozie z parującym od ciepła kubkiem - bezcenne. I choć, te nocne wyprawy, gdy z termosem snuliśmy się po mieście fotografując zakamarki rozświetlonego miasta, mamy za sobą, i ten w południe był przyjemny.





Kukiełeczka  zachwycona. Zimnica sprawiła, że Antoszkowy nos poczerwieniał... ale emocje nie miały szansy ostygnąć. W każdym kątku atrakcje. Kolory, światła, muzyka i magia świąt, którą na prawdę czuć w powietrzu, zaczarowały Antosię solidnie.
Była jazda na reniferach, gofry i potężna choinka. Były wrocławskie krasnale ukochane i były pierniki.
Najfajniejsze jest jednak to, że znowu mogliśmy tam być. Razem. To, cieszy najbardziej!