Akty i sceny kukiełkowej rzeczywistości Antosi, czasem soczyście umajone didaskaliami, czasem z dramatu powstałe lub pełne komedii... A bohaterka Antosia każdego dnia gra siebie... Cudowne Dziecko. Bo Cuda się zdarzają...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezent. Pokaż wszystkie posty

01 czerwca 2014

Biegiem rowerkiem

Takie dziecko, co nie siedzi w miejscu. Nie lepi z plasteliny, nie bawi się w lalkami godzinami. Nie układa zawiłych puzzli, nie koniecznie uwielbia samodzielne z klocków budowanie.
Takie dziecko, co ciągle w ruchu, bez przerwy z apetytem na podskoki i mocno zafiksowane na punkcie pojazdów mechanicznych - Antosia.
Drobna dziewczynka o niebieskich oczach i złotych włosach. Swoją miną potrafi nieźle zmylić - spokojna słodycz :) Otóż nie!
Zanim jeszcze mówiła MAMA doskonale traktora dźwięk potrafiła naśladować. 
Wszystko, co na kółkach było fascynujące. Wózek drewniany - prezent na pierwsze urodziny, bardzo mocno eksploatowany. Potem był kład, traktorek starszego kuzyna. Wczesną wiosną pierwszy rower na  kółkach. Tyle, że pedały raczej były nieużywane - wolała  napęd własnych nóg. 



Przyszła więc pora na rower. Zdecydowaliśmy się na biegówkę. O walorach tego typu rowerka pisać nie będę bo dziś ma on już swoją szeroką rzeszę fanów.
My stawialiśmy na rower, który razem z Tosią będzie rósł. Wybraliśmy jeden z najmniejszych dostępnych na rynku... No i co tu dużo mówić jego "look" też kradnie serce. Jedyna wątpliwość czy na pewno na Tosię nie będzie za duży - bo Ona drobina przecież.

Prezent na Dzień Dziecka nie doczekał swojej daty. Antosia na widok roweru wykazała ostrożny zachwyt... siadła i pojechała. Najpierw głównie uprawiała jazdę chodzoną. Kilka dni zajęło jej, nim zaczęła swobodnie jeździć. Teraz już po prostu pędzi. Mknie, goi gdy tylko prosta droga na to pozwoli. Świetnie pokonuje krawężniki, rozpędza się i taranuje przeszkody, kałuże z podniesionymi nogami. Nasze spacery z wózkiem zamieniłyśmy na wycieczki rowerowe. 
Brak jednak u nas na wsi bezpiecznych i wygodnych tras, chodników.

Jak tylko wyjeżdża w podwórka  rozwija szaloną prędkość. Biegniemy za nią z przerażeniem, że mogłaby upaść. Ale radzi sobie doskonale. Teraz potrafi już przemierzać coraz trudniejsze tereny, uwielbia pokonywać  kałuże z nogami w górze, rozpędzając się tuż przed nią.
Nawet w domu robi kilometry rowerem. Z pewnością rower to jedna z najbardziej trafionych zabawek. I dla jej koślawych stópek jest idealny.

14 kwietnia 2014

Drugie urodziny Antosi

Prawdą jest, że te drugie urodziny dziecko samo, całym sobą przeżywa. Od kilku tygodni Antosia czekała...na "tojt" i z piosenką na ustach "to jat" czekała na dzieci. Nie do koca świadoma czym są urodziny ale z pewnością bardzo podekscytowana nauczyła się zdmuchiwać świeczki.
Był więc tort... tym razem taki, którego widok najbardziej cieszył Antoszkę - były małpki i balony.
To, co ucieszyło mnie, to pogoda... wymarzona. Idealna na inauguracje grilla w ogrodzie i przyjemne popołudnie z przyjaciółmi i dzieciaczkami.





O tym, że prezenty to część urodzinowych atrakcji Antosia nie wiedziała. Pierwszym była kuchnia... może ciut na wyrost ale Antka faktycznie już od jakiegoś czasu zdradzała fascynację taką zabawką. Jest więc nowy mebel :) Piękny i sama czasem przepadam na dłużej siadając do zabawy Tosią.

Kolejne prezenty poza trampoliną zostały odkryte dopiero kolejnego dnia. A trampolina stanowiła niewątpliwie największą atrakcję.












Antosia szczęśliwa, radosna... i duża. Nie dociera do mnie jeszcze fakt, że mam 2 letnią Córeczkę.
Co mówić zaczeła, śpiewać najpiękniej na świecie. I jak bilans 2 latka pokazał osiągnęła w końcu słuszną wagę 10 kg;) 

13 grudnia 2013

Mikołaj był!

Będę sobie teraz trochę narzekać. Na czas, bo mi go mało. 
Dziś więc krótko i ze spóźnieniem o mikołajkach. 


Bo do Antki mimo, że łobuz z Niej... przyszedł Mimi :) prawdziwy najprawdziwszy. 
Nie było strachu tylko lekka doza niepewności z paluszkiem w buzi. Ale gdy Mimi worek z prezentami otworzy Antka zanurkowała w nim bez stresu, po czym rozdała wszystkie do Niej należące popo czyli prezenty;).  Wieczór był długi pełen wrażeń - bo Mikołaj przyniósł tych prezentów sporo. Zostawił też u Cioć i Wujków, którzy do wieczora przychodzili wyręczając już staruszka z obowiązku;) 

Mikołaj i tym razem odwiedził Antkę u Dziadków. Szczególnie Dziękujemy za jego profesjonalizm i wiarygodność, że HO HO ;)






Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie wróciła do poprzednich mikołajek. Antka malutka..





31 maja 2013

Rozmowy w toku

A BAAAA

Zgubiłam się. Bo to ani dziś, ani wczoraj. To trwa i trwa. Nie ma w umiejętności porozumienia wyraźniej granicy. Z każdym dniem właściwie nasze porozumienie rośnie. Dziś mam wrażenie, że od zawsze tak było.
Nawet gdy jako skrępowane Zawiniątko patrzyła na mnie, wiedziałam czego Jej trzeba. A może już zapomniałam jak trudno było na początku.


W naszym małym świecie, gdzie każde kwilenie, gaworzenie,  mruczenie i nerwowy kaszelek (z pozdrowieniami dla Marzenki) czytałam w mig, zamieniany na kolejne słowa. Z pomocą małego paluszka Antosia zapytać potrafi. Piskiem, uśmiechem, gestem, drygnięciem, tupnięciem, wrzaskiem i płaczem - wszytko, wszystko wyraża. 
Czasem jednak złość manifestuje, jakby nie mieściła się we własnej skórze, gdy krzyczy "da" a ja pojęcia nie mam, co takiego mam dać.
Bez zbędnych ozdobników, wylewności nadmiernej. Jeśli głód to ciamkanie, na mleczko ochota.... to "cici" i nurkowanie nosem w mamusiowych piersiach. Krople deszczu na szybie, na nosie ... Antosia kap, kap pokazuje i piszczy z zachwytu. Tych słów kilka jasnych tylko dla mnie i Taty Kukiełeczki jest zaledwie kilka a ja mogłabym pisać, pisać i mówić godzinami i piać z zachwytu.
Dziś skrzętnie zapisuje te pierwsze słowa, a z każdym dniem odkrywamy nowe. 

Drobne kroczki Antosiowych poczynań śledzi sporo wiernych Przyjaciół i Czytelników. W mailach, komentarzach tyle ciepła, uśmiechu i wsparcia dostałyśmy, nowych ludzi poznałyśmy i historii ludzkich. W słowach trudno to czasem opisać, chciałoby się wspólnie kawy napić. Czasem przytulić.
I cieszą te słowa. Pamiętam list pewnego Mężczyzny, który z ciarkami na plecach czytałam.
Uroczy fartuszek i opaskę z serca Antosi zrobione w prezencie od Lidki. Ot tak...
Ot tak, w prezencie przyszedł też do nas scapowy notatnik od AsiaAp na pierwsze słowa. W doskonalym momencie. Piękny. Misternie wyczarowany z szaro-różowej tonacji. Ogromnie za ten prezent dziękuję Asiu!.
Antka więc mówi a ja piszę. Kiedyś wspólnie będziemy czytać te pierwsze słowa.
Na początek  Baaaaa - wszytko znaczące i ukochane.
 

Mama - Mama - zawsze i wszędzie, nie bacząc na porę
Ta Ta - Tata - chętnie w środku nocy, wołając w dzikiej radości i kokieteryjnie.
Baba - Babcia
Ba - pies Baton
Diti - Dzieci
Ala - Lala
Cici - (Titi) -  Cycuś
Sii - siku
Ciiii - cicho
Ała - Ela


I ukochane słowa... w roli głównej
A ba - banan
Ba - balon
Ba - bach, gdy upada, gdy czymś rzuca
Buuu u - Wuju 

Wszytko to ze śmiesznym i śpiewnym akcentem. Melodyjne.Zachwycające dla mnie po prostu.
Rośnie malutki słowniczek - za chwilę już w wielką księgę. Nie tylko słów, ale zdań, pytań, myśli, pragnień, emocji i marzeń. Malutki świat Antki a dla mnie wszechświat potężny.... Największy i doskonały!

14 marca 2013

Aby krzywdy nie zrobić

Chyba zawsze tak było, że na krzywdę wyrządzoną dziecku nie miałam grubej skóry. Właściwie zawsze tam, gdzie dzieci, miałam podwyższoną wrażliwość. Od kiedy jestem mamą zwyczajnie przeraża mnie to, po stokroć bardziej.  Czy to ojciec bestia, czy lekarz rutyniarz sprawiają, że zaciskam pięści i nie umiem pojąć ... jak?


Na kilka chwil biegnę do łazienki zmoczyć chusteczkę bo Antka wciąż z gilami a po 4 tygodniach smarkania skóra już mocno podrażniona pod noskiem. To tylko moment ale mam od razu myśl taką, że drzwi w pokoju otwarte, korytarz a tam schody ... albo siedzi w oknie ulubionym i "czyta" nagle mała łapka stuka gryzakiem w szybę i przecież stłuc może, albo szuflady otwiera i zamyka 150 razy a przecież paluszki wędrują, gdzie nie powinny. Albo w buzi znajdzie się coś, zakrztusi się. I pojęcie grawitacji wciąż dla Antki nie istnieje. Antosia z niemijającą lubością gryzie wszystkie metki ale mimo 11 miesięcy na karku;) wciąż nie jest barierą dla Niej kończąca się kanapa.... jak powiedziała ostatnio Ela, bawiąc się z Tośką - ona jest jak licealistka - Moda tak, Fizyka nie... ;)
I dzwoni mi w głowie, że mogłabym jej nie dopilnować, że krzywda z mojego powodu mogła by się stać, i cierpnę cała. Przed nami szkoła chodzenia więc upadki, potknięcia. zdarte kolana i łokcie na rowerze, ale te wliczone są w ryzyko dorastania, to jednak inna bajka, te wszystkie "buby" są przecież takie dzieciakowe. Oczy w koło głowy i na rzęsach stanę by ustrzec ją od wszelkich niebezpieczeństw. Choć czasem moja przewidywalność kończy się tam, gdzie Antosi inwencja zaczyna... Ale robię wszystko by stanąć na wysokości zadania z bezpieczeństwem.

Marzec dziwny jakiś. I cieszy i smuci. Uwierają myśli  i wspomnienia.
Dziś odebrałam paczkę z długo oczekiwanymi papierami, do zaproszeń na imprezę urodzinową Antki. Skropiłam łzami kopertę. I piszę te zaproszenia, balony kupuję, girlandę czaruję... ale bez tej euforii co to urodzinki pierwsze powinna okrasić. Znowu to uczucie rozdarcia. Sieję więc owies dla Polci aby wiosną motyle miały gdzie mieszkać. To mnie uspokaja, nawet cieszy poniekąd bo już w myślach widzę jak ładnie się zrobi u Niej wiosną. Antośka patrzy na mnie jakoś dziwnie, nauczona ostatnio zabawy w "udawany śmiech" śmieje się tak właśnie - trochę jakby pocieszyć chciała. A może sobie projektuję...
I nagle taka myśl mnie dopada. Przecież ten mój Największy Skarbik nie może pełnić roli pocieszycielki.
Przecież można zrobić krzywdę dziecku nie tylko spuszczając z oka w parku czy markecie.
Czas nie zatrzymał się przecież na tamtym wieczorze. Prawda jest okrutna, ale nią jest. Antosia rośnie jak jedynaczka a jej Siostry nie ma z nami, nie tu. Nie chce zafundować jej dzieciństwa z rozżaloną miną Mamy. Nie chce by tęskne łzy widziała zbyt często. Może też spacery na cmentarz to nie jest najlepszy kierunek. I choć wiem, że kiedyś wspólnie sadzić kwiatki Poleczce będziemy to przecież nie mogę, nie chce obciążać Antki swoją tęsknotą.


Tamtego dnia gdy trwała walka o Polcie, Jej Siostra płakała po raz pierwszy, ale z taką siłą... Wiem, że brak będzie Tosieńce swojej drugiej połowy - chce jednak aby to przeżyła na swój sposób, bez bagażu moich łez.
Wyciągam więc z szuflady urodzinowe akcesoria sprzed wielu miesięcy, wyklejam zaproszenia i koronę księżniczce małej zakłam - może do swoich urodzin przestanie ją ściągać?

Chce dawać Antosi najpiękniejsze dzieciństwo. Szczere rozmowy. Dobry przykład. Chce dawać mamine zupy i ciasto drożdżowe, niespieszne poranki  i czas tylko dla nas. Nie chce aby była pocieszycielką, aby rosła w cieniu wspomnień. Nie chce by moja tęskność udzielała się Jej podczas urodzin, choć to urodziny także Poleczki. I nigdy nie wybaczyłabym sobie, aby z tej pięknej buźki znikał uśmiech z mojego powodu.

Nie dorosłam jeszcze do tego by pocieszać się tym, że gdzieś tam na tej błękitnej chmurce jest Jej najlepiej. Nie umiem też jednak zagryźć zębów, maski założyć i klocków układać z uśmiechem na twarzy. Łzy wycieram w Tosieńkowego bodziaka i tule najczulej. Małymi kroczkami obiecuje jednak wstawać na nogi.
Wczoraj gdy zasypialiśmy Tata Kukiełeczki pyta...a czy my prezenty urodzinowe dla Dziewczynek już mamy?.... prawie mamy, mówię... Dla nas zawsze będą to urodziny Antosi i Poli - wspólne święto, osobno jednak świętowane. Obiecujemy więc sobie, że będziemy chronić Antosie przed wszystkimi kantami, ostrym nożem czy psem groźnym, podobnie jak przed naszym żalem w sercu i tesknotą za Poleczką aby Antce krzywdy nie zrobić.
I  odliczanie zaczynamy do Tosinowego Party..

P.S. 
Pytacie kto nam koronę wyczarował.  A to MoiMili - polecam gorąco, bo cuda tam można znaleźć.





01 lutego 2013

Córusia Tatusia czyli Powrót Taty

"Tato nie wraca ranki i wieczory;)
We łzach go czekamy i trwodze
Rozlały rzeki, pełne zwierza bory
I pełno zbójców na drodze"


Już zapomniałam jak to jest, gdy Tata Kukiełki wyjeżdża. Era, gdy wieczór podczas delegacji T. spędzałam z koleżankami, albo na poprawianiu urody, mam za sobą. Na szczęście - choć bardzo lubiłam ten czas. Teraz zamiast kąpieli w mleku;) oddałam się dłuugo odkładanej stercie prasowania i odłożeniem kolejnej partii ubranek Antki. Choć znalazł się i czas na ploty z Monisią.

Wczorajsza wizyta u pediatry i ważenie wyjaśniły, czemu pora na kolejne segregowanie Tosinkowej garderoby - mamy wagę 7,07 kg. Piękna, a jakże, szczególnie, że w grudniu nasza Calineczka spadła na wadze. Pani doktor nakazała intensywne tuczenie i udało się. Mimo, że Antka 3/4 dnia oddaje się akrobacjom i fitness-szaleństwom, przekroczyła 7 kg i ubranka w rozmiarze 68  wreszcie pasują idealnie. 

Tata podczas swojej, aż 2 dniowej, nieobecności stęsknił się szalenie. 
Nie miał pewności, czy Mama sprawi, że kąpiel dla Antosi będzie taką frajdą jak co dzień z Tatusiem... i czy uszy oby na pewno wytrze dokładnie. I zabawę w "noski-noski" i indiańskie krzyki uskuteczni, i czy włosy da potargać, szczerbatą żmijkę będzie naśladować z Córeczką.
Mama, jak to mama. Nieskromnie mówiąc - dała radę. 
Dziadek Kukiełki - ze strony Taty - też Kukiełka, z delegacji zawsze przywoził dzieciom prezenty. Z Moskwy, prezent zupełnie niedostępny, bo cukier w saszetkach - miało być coś z samolotu i było:) ... z Warszawy pomarańcze, z Krakowa kolejkę. 
Tata Kukiełki wziął sobie do serca, że z delegacji ojcowie dzieciom przywożą prezenty. I przywiózł, a jakże. Spodziewałam się raczej Lego Technic albo choćby mikrofonu by nasza mała Śpiewaczka mogła spełniać się w roli rockowej solistki. Ale gdzie tam. Kukiełeczka dostała pierwsze samodzielne przez Tatę wybrane, zupełnie szałowe szorty kukiełkowe:) 
Rozmiar lekko przyszłościowy, ale co tam, przymiarka była.
 
Zdjęcie zupełnie nieostre ale Antosia powtórek nie przewiduje i z dziadkowego fotela zaczeła "schodzić"
Nie podejrzewałam, że Tata trafi tak dobrze w gust Córeczki - szczególnie pasek wydał się jej atrakcyjny - to chyba kwestia dobrego smaku;) 
Stęskniona była chyba bardzo bo postanowiła przywitać Tatusia mówiąc bardzo wyraźnie Tatatatatata... oczywiście mobilizowana przez nas. Szkoda tylko, że zdecydowała się na taki gest o północy i godzinę nie mogła nacieszyć się tatusiową obecnością. 
Patrze sobie na nią i myślę, że trochę z Niej takie przedwojenne dzieciątko. Ale uwielbiam ją i taką. 

P.S. Od dziś Antka jest też właścicielką uzębienia w ilości czterech sztuk - górna prawa jedyneczka jest już znami.