Akty i sceny kukiełkowej rzeczywistości Antosi, czasem soczyście umajone didaskaliami, czasem z dramatu powstałe lub pełne komedii... A bohaterka Antosia każdego dnia gra siebie... Cudowne Dziecko. Bo Cuda się zdarzają...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Majówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Majówka. Pokaż wszystkie posty

06 maja 2013

Majowo... wyjazdowo

Polska ruszyła szturmem na długi weekend. Wyczekiwane grille debiutowały mimo deszczu i chłodu. Z Antosiowym brakiem zamiłowania do podróżowania nasz wybór kierunku podróży jest zawsze lekko ograniczony. Aby uniknąć "koncertu", podróż może trwać do 2 godzin. Padło tym razem na Świeradów Zdrój. Oczywiście bez kardynalnego błędu, bezmyślności i nieodpowiedzialności jakim jest podróż z dzieckiem na rękach się nie obyło. Choć i tak jest już znacznie lepiej, bo długo nasza Kukiełeczka potrafi wytrzymać na swoim tronie. Tych błędów było więcej... pizza na deser, drzemki o dziwnych porach i podskoki na maminych kolanach w drodze powrotnej w ramach lekarstwa na nudę w korku.






 Wyjazd cudowny, choć nie mogę powiedzieć że odpoczęłam. Z pewnością jednak zmiana otoczenia dobrze zrobiła nam wszystkim. Pojechaliśmy z Przyjaciółmi. Matematycznie było tak: 2+1x2 czyli My z Antosią, Oni z Olkiem. 
Wybraliśmy przemiłe miejsce, gdzie alternatywą dla pochmurnej pogody były wSPAniałe atrakcje i pierwsza przygoda z basenową wodą dla Tośki.
Hotel położony w górze miasteczka, z dala od zatłoczonego centrum. Nie zachwycam się klimatem takich miejscowości. Ani tam ładnie, ani spokojnie. Ale widoki piękne, choć chmury wisiały nisko nad górami izerskimi. Hotel doskonale przygotowany na szturm rodzin z dzieciakami. Co prawda zabawa w sali czy na placu zabaw nie zwalniała nas z opieki nad Antolką ale starsze maluchy mogły bezpiecznie tam poszaleć bez rodziców. Poza tym miło urządzony, z pięknymi fotografiami Anny Nowocińskiej, które już w hallu witają gości. Lubię takie smaczki - te zdecydowanie karmiły mój zmysł estetyczny.



Nasze niezrealizowane kwietniowe postanowienie niestety dało o sobie znać. Antosi solidnie weszły w krew nocne pobudki, a My hołdując rodzicielstwu bliskości, rano budziliśmy się niewyspani. Pięta w oku Taty i kilka pacnięć w mamine policzki to niby drobiazg... nocą jednak mało zabawny.
Spacery, zwiedzanki, kąpiele, relaks... i dużo pysznego jedzenia. Z pewnością gorący mus malinowy z lodami o 23.00 nie przysłużył się moim wiosennym (zupełnie nie realizowanym) postanowieniom.


 



Antosia cudna, wesoła i szalenie rozkrzyczana... Piszczałka zrobiła się z Niej ogromna. Zaczepia wszystkie dzieciaki, podrywała kelnerów i na zawołanie "nanananan" z radością nuci. Przekonaliśmy się po raz kolejny, że wyjazdy służą jej świetnie. Wszystkim nam służą.
Czas minął o wiele za szybko. Niech to będzie wyznacznik tego, że majówka była udana.