Akty i sceny kukiełkowej rzeczywistości Antosi, czasem soczyście umajone didaskaliami, czasem z dramatu powstałe lub pełne komedii... A bohaterka Antosia każdego dnia gra siebie... Cudowne Dziecko. Bo Cuda się zdarzają...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty

14 grudnia 2013

Herbatka dla Królika

Z prezentów mikołajkowych Antka od tygodnia robi doskonały użytek. Szybciorem zaprosiła kluczowych gości i w sobotni poranek popijali herbatkę. Oczywiście, jak mówi Tosia "kaaaaa nieeee", czyli kawa nie jest dla dzieci. Serwis okazał się doskonałym prezentem, bo zajmuje Antosie na prawdę solidnie. Ku mojej radości :) poza tym, widzę, że znowu Antka jest w stanie coraz dłużej skupić uwagę na zabawie i to, nad czym pracujemy - czyli cierpliwość -jest w coraz lepszej kondycji.






 Kolejny krok, bo zabawki coraz bardziej zaczynają ją zajmować. Antka wciela się w rolę i doskonale uruchamia wyobraźnie. Od kilku dni przed snem bawi się w mikołaja wyciągając z wymyślonej torby prezenty... , albo częstuje swoje pluszaki smakołykami, których nie ma. Choć na pewno zabawą tygodnia był taniec.
To taki moment gdzie chciałoby się Jej dać wszytko czym chciałaby się bawić. Kolejną lalkę, miśka, zająca, które tak lubi czy klocki. książeczki. Ale dobrze też wiem, że często najlżejszą zabawką jest sznurek, który udaje węża czy serwetki, którymi u pradziadków potrafi bawić się w nieskończoność - bo innych zabawek brak. I wraz z przybywającymi zabawkami jej zainteresowanie nimi spada. Grudzień to czas mocno prezentowy. I niech tak będzie. Na pewno jednak to, co ważne, to mądre wybory, nieprzypadkowe i  przemyślne. Zabawki, które dziś pełnią jedną rolę a jutro urosną razem z dzieckiem. 





04 listopada 2013

kici, kici

Wszędzie gdzie jakiś skrawek pluszowego, minky czy włochatego materiału Antka krzyczy "kicia" - z sepleniącym smaczkiem:). No i te kicie uwielbia po prostu. Czy w książeczce, czy w ZOO, czy filmach przyrodniczych. Tarza się na podłodze z miękkim kocykiem ....to też według niej kicia. A futrzarze ubrania jak kamizelka czy kaptur kurtki mogłaby nosić nawet latem.
A jak kot na horyzoncie, to zostaje solidnego przyspieszenia i gna.






Jest tylko jedno ale. Kotów nie lubię ja. Nie lubię i już. Wiem, że miłe. Nawet się mądre zdarzają. I sprytne bardzo. No piękne są, i to bardzo. Ale nie lubię i już.
Gdy Kair - czarne wielkie kocisko u Cioci Antki wskakuje mi na kolana - a wskakuje zawsze - zaciskam zęby i spycham go po prostu bez pardonu. Tyle, że ten jakis uparty strasznie.



Antka i Tata Kukiełki to kociarze straszni. Tata to nawet usposobieniem do kotów lekko przystaje. I marzy, że wraz z naszą przeprowadzką kocie towarzystwo będziemy mieli tez w domu. Wrrrrrr. Szczekać mi się chce na samą myśl.

Jak każdego ranka odwiedzamy Pradziadków. A tam przychodzi małe - no i nie da się ukryć, że urocze - kociątko. Tym razem Antka je wypatrzyła... I działo się!








A kot zupełnie ludzki, bo dał się głaskać, zniósł ciągnięcie - kontrolowane przeze mnie -  za ogon. Tylko na wkładanie palca w zęby prychał. Oboje tak prawie pół godziny tarzali się w tamten słoneczny ranek po trawie. Kociątko miło mruczało. Antka piszczała z zachwytu. A ja.... hmmm o dziwo nie miałam dreszczy. Co więcej nawet zaczęłam sobie wyobrażać, że coś takiego mogłoby biegać mi między nogami gdy tańczymy sobie koło młyńskie. 

05 października 2013

Kocha, wychowuje, śmieje i całuje

Wiem, że muszę dać Kukiełeczce swobodę. Dać kolana podrapać. Nos rozbić i guza na czole nabić. 
Opić się wody z rzeki. Język herbatą poparzyć. No nie da się inaczej. Musi i już. Może jak ja, nie wpadnie w stóg siana w stodole, głową w dół, ani w kiszonkę buraków po szyję. Może nie będzie skakać z huśtawki na drzewie do rzeki - nieopatrznie trafiając w faszynę. Albo z mostu do rzeki kamieniami wysypanej. Ale swoje musi zaliczyć. 






A zaliczy na pewno bo temperament to Ona ma... I zupełny brak poczucia lęku. 
Włazi wszędzie. Wspina się tam, skąd z pewnością spadnie. Zalicza zakazane zakamarki. Walczy o widok z góry i jazdę bez trzymanki. Próbuje wyjść z łóżeczka, oczywiście górą. Skakać po łóżku i zjeżdżać z oparcia kanapy i ze schodów.
Tylko dlaczego?... miała być grzeczna, w czystych białych rajtkach dreptać. Dreptać nie ganiać! 
I choć mój brat mówi, że to najgrzeczniejsze dziecko jakie zna. To jednak trudno nie widzieć w niej ŁOBUZA, co "zbytkę" potrafi zrobić.




Rozumie wszytko to moje Dzieciątko. Wątpliwości najmniejszych nie mam. Tylko czemu na zakaz reaguje repetą? 

Zakaz stukania w szklaną witrynę skończył się moją pierwszą karą "ever". Ani groźby ani prośby, ani ignorowanie, ani sroga mina nie pomogły. Wobec braku skuteczności innych metod wychowawczych Antka stanęła w kącie. Tak, w tym kącie, co to się w zerówce stawało.
I nic. Była to dla niej spora atrakcja, gdy kolejny raz zanosiłam ją w wyznaczone miejsce. Stała tam w końcu przezadowolona nucąc melodie "Twinkle, Twinkle"  Babcia na kanapie pękała ze śmiechu chowając swoją radochę w garści. Ja grałam groźną miną i poważnym głosem. Że kara, że nie wolno, że to niebezpieczne, że szyba, że stłucze, bach, buba... srututu. Kara, co się zabawą stała, bo Antka w tym koncie bawiła się w najlepsze, nawet jak już zdecydowała chwile zostać w miejscu. 
Okazało się, że popracować to ja najpierw nad sobą muszę, aby okazać się skuteczną karaczką:)






05 września 2013

W piaskownicy

Piasek uwielbiam, nad morzem. Choć połączenie kremu do opalania i piasku już znacznie mniej. I stopy bose w nim. To niezależnie od pory roku. 
Ale gdy w chodzę z Antką w piaskownice mina mi rzednie. Nie lubię i już. Tylko ten Jej uśmiech i radocha, którą daje piasek, kamyczki, patyczki sprawia, że siedzę na desce gniotącej w tyłek i nawet czasu nie liczę. I mokrą jesienią będzie mi tego nielubianego piachu brakowało:)







30 sierpnia 2013

Piątek ... smile:)

Za nami ciężki kilka dni. Pierwszy raz ząbkowanie zmieniło Antkę nie do poznania. Ze wszystkich możliwych atrakcji Kukiełeczka wybierała wyłacznie RODZICIELKĘ i jej bufet. Od rana do nocy. I nocą także, na zmianę słyszałam "Mama, Tci-tci"... nawet zbroję zdjęłaby ze mnie, oby do celu się dostać. Płacząca, rozdrażniona, obolała. Jedzenie łykane bez pogryzienia w minimalnych ilościach i ślina kapiąca po kolana. Szturm 4 zębów trzonowych jakby wczoraj wziął odwrót. Kukiełeczka dała odpocząć "tci-tci" i odzyskała dobry sen i doskonały humor.






Co prawda zęby nie zrezygnowały - rosną nadal, ale jakby mniej dręczą. Dziś piękny dzień dojrzałego lata. Ciepły i przemiły. Smaczny. Razem i w najdoskonalszym nastroju. Uwielbiam!
Ząbkom dziękujemy za przerwę w dostawach bólu;). Gdy ta Jej radość, jak dziś,  ma rozmiar wszechświata i mnie ten uśmiech się udziela.





25 lipca 2013

Tup, tup i.. bęc

Stoję 5 metrów dalej. Patrzę. Wciąż nie mogę pozbyć się myśli, że przecież jest taka tycia. Po głowie krąży wspomnienie, jak przy inkubatorze siedzę, za rączkę trzymam i czytam Calineczkę. Ona śpi. Gdy osiągnęła zawrotną wagę 2 kilogramów wydawała mi się już na prawdę duża w stosunku do nowo urodzonych koleżanek.

Każdego dnia, zatrzymuję się z tą myślą, że z Calineczki już duża Dziewczyneczka. Samodzielność powoli zaczyna smakować. Ręce Mamy dobre - ale gdy "buba" albo sen zmorzy. Antosia nieśmiało sama zaczyna stawać. Staje tyłem do ściany, stołu, czy mebli i próbuje utrzymać równowagę. Mała chwila i bęc... już na tyłku. I tak milion razy dziennie, wszędzie. I bez przerwy. To bez przerwy w 30 stopniowe letnie dni jest dla mnie wyzwaniem. Antka nie zatrzymuje się ani na chwile. Cel i ogni. Byle do przodu. A ostatnio byle wyżej...  Znowu z grawitacją jest czasem na bakier, ale już tylko czasem.
Małe nóżki chcą już stać i iść. Same.








Są też miejsca i rzeczy, która zajmują Antkę na dłużej. Zwierzęta No.1. Z psem, kotem czy sową (lasu) jest zawsze o czym pogadać.
Ale też zabawkami potrafi zając się solidnie - ulubione lale karmi, dzieli smoczkiem, tuli. Kartonowe klocki ukazały się hitem. Mają mnóstwo pięknych ilustracji zwierząt, a wyobraźnia Antosi pozwala z nich robić i krzesełko i poduszkę, wieżę i nawet naczynia. Ostatnio to zabawkowy hit! Towarzyszą więc nam również w zabawach podwórkowych.





No i wózek znowu wrócił do łask. Tym razem nie jest już jego pasażerką a zawodowym pchaczem. Po tym, jak wózek dociążyłam poszewką z piaskiem, nawet z górki zasuwa z nim bez awarii.
Antka więc w pionie, porusza się ruchem przyspieszonym. Tup, tup, tup... i bęc. Ale wszytko wygląda na to, że to już ostatnia prosta i Antosia zacznie dreptać sama.

A ja znowu patrze i myślę... Cudzik mój ukochany!