Akty i sceny kukiełkowej rzeczywistości Antosi, czasem soczyście umajone didaskaliami, czasem z dramatu powstałe lub pełne komedii... A bohaterka Antosia każdego dnia gra siebie... Cudowne Dziecko. Bo Cuda się zdarzają...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

29 stycznia 2014

MiŚ

Chyba każde dziecko ma swojego Misia. Dziewczynki pierwsze swoje przytulanki dostały od Cioci Ewy, gdy jeszcze były w moim brzuchu. Potem był Stefan... wierny przyjaciel i Anioł Stóż, którego Ciocia Pina na przywitanie przyniosła Tosi.... najpierw służył za "przycisk" - tak, jak ten do papieru, gdy próbowaliśmy Antkę nauczyć spać na pleckach. Nieskutecznie. Został więc powiernikiem smutków i żali.


Do floty maskotek dołączył Bolo. Prezent od Dziadków. Miś rozmiarów Antosi. Wraz wprowadzeniem się Bola Antsia zaczęła wyraźnie mówić MIŚ - zapominając o dotychczasowym MI. No, może lekkie seplenienie przy "Ś" jest słyszalne... ale też zabawne!






 Z Bolem przyjechała książeczka -  Miś na huśtawce - kiedyś ukochana bajka Taty Antosi. A teraz także i Jej. Nic dziwnego. Świetne ilustracje. Pomysłowe pół-strony i biedny ciężki Miś, który nie miał sobie równych w wadze. Antka niestety szybciorem rozpracowała pierwszą stronę.








26 września 2013

Sentymentalne czytadła


Pod koniec lat 90 tych przeprowadzaliśmy się do nowego domu, co to go Tato mój, własnymi rękami budował. Budował i budował. Co rok, jakiś krok do przodu. Na sąsiedniej działce, więc biegałam tam bawić się w domek, sklep, nawet raz nocować na budowie próbowałyśmy z przyjaciółką. Ale przed północą strach nas dopadł. Był pusty. Echo mieszkało po kątach..... Tylko ta pusta jakąś odstraszająca była.





Frajdą o stokroć większą był przepastny strych poniemieckiego domu, w którym mieszkaliśmy. 
Strych - tajemnica, przez lata odkrywana. Zakamarki, których się bałam, które uwielbiałam. Bywało, że tonęłam w jego czeluściach. Pamiętam wyszywane kwiatami płócienne worki pełne ubrań, w których uwielbiałam grzebać. Antyczne, zdewastowane szafy z farbami w proszku do ścian. Kamienna wanna z piaskiem do gaszenia ognia - którą nazywaliśmy trumną. Za sprawą mojego brata panicznie bałam się, że drzemie w niej nieboszczyk z czasów okupacji. Każde pomieszczenie skrywało jakąś tajemnicę. Stare wózki dziecięce, schowek na buty. Regały z książkami.

Cały ten dom miał w sobie historię. W każdym kątku można było coś znaleźć, coś co pachniało przeszłością. Gdybym dziś miała wiele z tamtych skarbów z pewnością znalazłyby miejsce w moim domu. Żelazne łóżeczko z siennikiem na którym spałam, pewnie znalazłoby się w Antosi pokoju. Kredens na ścianie w jadalni, z miętową porcelaną. Drewniany magiel i maszyna Singera stanęłyby w pralni. A dla książek urządziłabym regał w  holu.
w '97 roku w raz z powodzią, spora część historii tego domu poszła w wodą i błotem w niepamięć.
Wyrzucaliśmy przez wiele dni tony drobiazgów, mebli, ubrań wraz z ich przeszłością.
Pamiętam setki książek wśród których brodziliśmy po kolana w wodzie, gdy do domu dało się już wejść.

 




Kilak miesięcy później przeprowadzaliśmy się do nowego domu.  W letnie dni wyrzucaliśmy ze strychu przez okna skarby gromadzone przez lata. Niby nikomu nie potrzebne. Stare. Tony ubrań, butów, mebli, starych płyt, zabawek i drobiazgów. Wtedy namawiałam aby bez sentymentu się pozbyć. Cieszyć białymi ścianami w przestronnym domu. I wcale ta moja lubość czystych przestrzeni nie minęła. Brak mi tylko kilku tych cennych drobiazgów, które zabrała woda, których sami się pozbyliśmy. 





Dziś kolejna paczka dla Antki z dalekiego wschodu, od Babci. Wraz z jesiennymi dziergankami druga już, piękna porcja książeczek z dzieciństwa Taty Antosi.
Otwierając pudełko patrzył na nie z uśmiechem i z daleka po okładce rzucał tytuły. Antka łąpczywie zaczęła przeglądać książeczki. Wszytkie zupełnie nie z tej epoki. Szarawe i niekrzyczące. Bez lakierowanych kartek. Doskonale zachowane choć niektóre z nich mocno "wyczytane".
niedzisiejsze tytuły, choć jest i sporo klasycznych pozycji. Ilustrowane przepięknie. I taki niezwykły klimat im towarzyszy. Niektóre lekko mroczne ... inne zabawne, indoktrynujące, taki znak czasu.

Antka z Tatą buszowali w nich  do wieczora. Z dumą opowiadał ilustracje bo na czytanie Tośka nie miała czasu. Podglądałam te ich prywatną czytelnie z żalem, i małą zazdrością. Moje książeczki dawno zostały zniszczone. Jest kilka perełek po mojej Mamie, które w liceum służyły mi wiernie. Ale to zaledwie kilak sztuk. Biblioteczka Taty Antki, w całości najdoskonalej zachowana stacjonuje u Dziadków. Przy następnej wizycie, na pewno odbierzemy całość.
I choć chomikowania nie lubię, miło jest wstąpić w tamten czas, przeżucając kolejne strony starych wydań dziecięcej literatury. Do tego mam niezwykły sentyment

25 lutego 2013

Poczytaj mi Mamo...


Pamiętam pierwsze przedstawienie szkolne z okazji Dnia Mamy i siebie jako 7-latkę, w granatowej plisowance i aksamitce przewiązanej pod szyją.  Sala pełna płaczących Mam, po tym jak mówiłam wiersz... dziś sama się wzruszam na jego treść, choć kilka wersów już mi z głowy umknęło. Pamiętam  też żal, jak dostałam banalną, zbyt krótką według mnie, rolę wiewiórki w przedstawieniu o Czerwonym Kapturku. I wiersze trudne i ważne, mówione na apelach, lekcjach, warsztatach. Lubiłam to, bardzo to lubiłam..

Tosinka uwielbia zasiadać przed oknem. Psa obserwować, kota czy bażanta w śniegu wypatrywać. Czasem skupiona uspokojona, wyciszona taka. Innym razem ekscytują ją leniwie snujące się witki wierzby płaczącej. Największe smutki widok z okna koi. Są więc 2 legowiska w oknach balkonowych i godziny zabawy za nami. Mimo tego, że pełzanie zajmuję Antkę najmocniej... widok z okna jest sporą konkurencją. A w tym oknie - świat jej zabaw cały. Miś pluszowy do całowania, co to je Antka odkryła i na potęgę ślini pyszczek Stefana. I zestaw książeczek. Bez nich ani rusz. Teraz to najfajniejsza zabawa, bo i pogryźć można, i to co w nich - najmocniej zajmujące. Żuk i Biedronka. Żaba. Wrona i Ser. Pomidor. Entliczek-Pentliczek. Żółw, Jeż i Psie smutki na koniec... A tych książeczek sporo już się nazbierało. Przyszedł czas, gdy Antosia przewraca twarde strony i słucha bacznie opowiadanych historii.
Zmyślam i ubarwiam. Dziesiąty raz powtarzam "w jabłuszku jest robaczek"  i patrzę jak Antośka składa te swoje najpiękniejsze usteczka walcząc z ich oporem i lepi niemowlęce sylaby, i patrzy najmądrzej. Tuli się też i daje swemu rozbieganemu ciałku odpocząć.


A co czytamy? Już teraz rzadziej szmacianą książeczkę o Króliku,  z nietypowych  Antosia wybiera taką, z którą można nurkować, o Kotku Mruczku. Ostatnio sporo starych wierszy Polskich. Na półce czeka na nas spory zbiór bajek i baśni bo na długie historie Antosia nie ma czasu;). Ważne by strony były twarde. By było kolorowo ale ilustracje proste. Aby było też coś dla mnie czyli nie tylko błahe rymowanki. Jest też spora lista życzeń, którą systematycznie realizuje. Przed nami "Pierwsze Urodziny Prosiaczka". Ostatnio odkryłam Dwie Siostry i  Zakamarki ciekawe wydawnictwa...a tam, kilka świetnych pozycji dla Maluszków.




Czytanie dla Antki to jednak wyzwanie, nim zdanie dokończę, Ona już na drugiej stronie, albo okładkę chce właśnie obejrzeć. Czasem tylko tytuł zdąże przeczytać a Tosia już inną książeczkę obraca w łapkach.. 
Dzień, za dniem na tych naszych zimowych zabawach w oknie mija. Spacerów chwilowo mniej, wyjazdów, odwiedzin też brak przez ten tydzień bo kurujemy małego "Smarkacza". I nagle Antka zaczyna dojrzewać odsłuchania krótkiego wierszyka, bajeczki - wsłuchuje się, patrzy na mnie. Gdy przestaje czytać stuka rączką w kolorowe strony. 
I teraz to moje marzenie spełnione...


A ja? czytam bawiąc się tym. Słoniem bywam i kaczką czasem. Głosów i intonacji setki w sobie odkrywam, przypominam. Zawsze uwielbiałam to stanie na scenie, konkursy recytatorskie i rol odgrywanie. W głowie mi myśl krążyła gdzieś taka, żeby ze szkołą teatralną się zmierzyć... odwagi mi wtedy zabrakło. Dziś oboje, i Filip i Antka wtuleni we mnie słuchali tych starych wierszy. Piękne są, mądre takie. Odkrywam je na nowo, bo już mocno zapomniane mam je w głowie.  Brzechwa, Chotomska i Tuwim - pamiętam, gdy mama czytała mi te wiersze...dziś ja czytam je dla nich. Marzenia się spełniają...
No i te ilustracje. Piękne i zapraszające w świat zwierząt i małych wyimaginowanych ludków. 
To jedna z najfajniejszych zabaw, te nasze czytanki...  i wiem, że to dopiero początek. Podróż w te małe i większe książeczki zaczęta kilka miesięcy temu, nabiera rozpędu. Dla mnie, to czas bezcenny, cudowna więź, i frajda  samego czytania, tej "spikerki"...






 
Dla Antosi czytanie, to cała masa przyjemności i korzyści. Poczucie bezpieczeństwa przy maminym boku, intensywnie stymulowany rozwój, ogrom sytuacji, których nie sposób co dzień pokazać, nowe słowa i idee. Czytanie przecież tak bardzo rozwija inteligencję emocjonalną, wrażliwość. Rozbudza chęć poznawania świata, nauki i kształtuje nawyk czytania... i zabawą jest przeogromnie wielką, z piskiem i śmiechem w głos.  I choć na słowa poczytaj mi Mamo, muszę jeszcze poczekać, wiem dobrze, że czytanie sprawia Antosi ogromna przyjemność. Obu nam:)