Jedną z tych rzeczy, o które walczyłam i odniosłam sukces było karmienie piersią. Nawet marzyć się bałam, że mogłoby się to udać gdy wypijała 5 ml mleka jako swój posiłek - podawany przez sondę w dodatku.
Doiłam dzień i w nocy. Prawda jest taka, że była to jedna z bardziej męczących czynności.
Kiedy wychodziłyśmy ze szpitala pamiętam jak dziś, że któraś z pielęgniarek powiedziała, że nadal jest szansa aby Antosia ssała mleko z piersi samodzielnie. Ważyła nieco mniej niż 2 kilogramy. Miała główkę mniejszą od mojej piersi....
Był Lipiec - po 12 tygodniach starań udało się.
Antosia to zawodowy ssak. Pokochała ten nasz prywatny rytuał ogromnie. W okolicach roczku było blisko aby zrezygnowała, ale ja nie byłam gotowa. Trwałyśmy więc w tej uczcie przez 2 lata i 3 miesiące.
Nie znajduję ani jednej wady tego długodystansowego karmienia. No, może poza tym, że Antka dotąd budzi się w nocy. To było piękne doświadczenie dla mnie jako człowieka, kobiety, matki.
Kiedy już w głowie dojrzała mi myśl do tego, że chcę już odstawić ją od ssania piersi, mnie było z tym trudniej niż Jej. Najpierw przegadałyśmy to solidnie. Potem stopniowo uczyłam się być asertywna, odmawiać gdy kolejny raz słyszałam "cycysia będę pić"... Kolejne 2 noce, włączyłam reglamentacje mleka ... i ssania przede wszystkim. Z końcem czerwca nasz przygoda z cycusiem się skończyła.
Bez dramatów ale i nie bez żalu, wspólnej tęsknoty.
To jasne, że wcześniej byłoby znacznie prościej...
Udało nam się odstawić Antosię chwilę przed moim wyjazdem do Paryża... Moim, bez Niej!
To kolejny Jej milowy krok na przód, w drogę do samodzielności, odrębności. Jej, beze mnie.
I widzę w niej już dziewczynkę. Co z kiecki i złotych butów się ciszy. Małą aktoreczkę, która już tylko wtedy jest DZIDZIUSIEM, gdy się w niego bawi;)
Akty i sceny kukiełkowej rzeczywistości Antosi, czasem soczyście umajone didaskaliami, czasem z dramatu powstałe lub pełne komedii... A bohaterka Antosia każdego dnia gra siebie... Cudowne Dziecko. Bo Cuda się zdarzają...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kroki milowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kroki milowe. Pokaż wszystkie posty
02 sierpnia 2014
14 lipca 2014
Odpieluchowana
Antka odpieluchowana. Bezboleśnie, bez planu. Bez trudu.
Nocnik od kilku miesięcy stał w kąciku łazienki. Bywał atrakcją ale na rozkaz nigdy nie lubiła siadać. Jest z tych zajętych więc brak czasu nie pozwalał jej spędzić na nocniku więcej niż 3 sekund.
Ale nie naciskałam. Nie namawiałam. Nawet urocza ta pupa w pieluszce. Zwłaszcza, że Antka to drobina.
Ale gdy pod koniec maja zrobiło się upalnie po prostu zdjęłam pieluszkę. Sikanie na trawie było ogromną atrakcją. Dodatkowo zrobiliśmy z tego wydarzenie i Antosia czuła, że to wyjątkowa sytuacja. Kilka razy oczywiście ubiegła mnie i zwyczajnie nie zdążyłyśmy. Ale już drugiego dnia było super.
I tak do dziś... choć na noc zostawiałam pieluszkę. Była sucha. Dziś i noc Antosia przespała bez pieluchy. Z małą awarią rano ;)
Chyba najzabawniejszy widok gdy w kąciku podwórka kuca nieumiejętnie i podgląda sama siebie... moja duża mała Dziewczynka. I krzyczy gdy wchodzę - "Mamusiu niepeśkadzaj"
Problem jest tylko taki, że wszystkie spodnie zrobiły się za szerokie... i łatwo o spadające z pupy szorty na przykład.
Nocnik od kilku miesięcy stał w kąciku łazienki. Bywał atrakcją ale na rozkaz nigdy nie lubiła siadać. Jest z tych zajętych więc brak czasu nie pozwalał jej spędzić na nocniku więcej niż 3 sekund.
Ale nie naciskałam. Nie namawiałam. Nawet urocza ta pupa w pieluszce. Zwłaszcza, że Antka to drobina.
Ale gdy pod koniec maja zrobiło się upalnie po prostu zdjęłam pieluszkę. Sikanie na trawie było ogromną atrakcją. Dodatkowo zrobiliśmy z tego wydarzenie i Antosia czuła, że to wyjątkowa sytuacja. Kilka razy oczywiście ubiegła mnie i zwyczajnie nie zdążyłyśmy. Ale już drugiego dnia było super.
I tak do dziś... choć na noc zostawiałam pieluszkę. Była sucha. Dziś i noc Antosia przespała bez pieluchy. Z małą awarią rano ;)
Chyba najzabawniejszy widok gdy w kąciku podwórka kuca nieumiejętnie i podgląda sama siebie... moja duża mała Dziewczynka. I krzyczy gdy wchodzę - "Mamusiu niepeśkadzaj"
Problem jest tylko taki, że wszystkie spodnie zrobiły się za szerokie... i łatwo o spadające z pupy szorty na przykład.
25 listopada 2013
Roczek
Zawsze miałam dobrą pamięć do dat. Lubie pielęgnować w głowie i w sercu jubileusze. Wspominać.
Pierwsze spotkanie. Pierwszy spacer. Tamten poranek. Ten czas. Tamte chwile...
Czasem budzę się w z datą w głowie. Wertuje w pamięci momenty. I lubię to.
Dobrą już chwilę temu minął rok blogowej przygody Teatrzyku Kukiełkowego.
A ja zapomniałam. Było bez tortu, wspomnień i wpisu roczkowego. Przegapiłam ten moment bo listopad u nas burzliwy, pracowity i bogaty w zdarzenia.
Wciąż z przyjemnością siadam, z herbatą z cytryną, która czeka na mnie gorąca gdy Antosia już zaśnie.
I stukam. Czasem wieczorem zasypiam z myślą tym moim blogu.
Milion razy rozważam, że może pora już na ten ostatni wpis. I spakowanie moim słów i zdjęć w papierowej teczce, gdzieś z innymi pamiątkami wczesnego dzieciństwa Antosi i naszego rodzicielstwa.
Ale jestem tu. I Wy tu jesteście... jakoś dobrze mi z tym. I choć na tej scenie rożnie bywa - czasem zalana łzami piszę, czasem z uśmiechem ale zawsze z przyjemnością. I bywa, że moja widownia jest dla mnie doskonałym terapeutą. Za kciuki, za siłę. Za obecność, za uwagi, za czujność ortograficzną. Za czas. Za Was - ogromnie Wam dziękuję. I choć nie mam potrzeby zabierania ogromnej widowni, fanów i "Lubiących to" dobrze mi tu z Wami. I cieszę się, że jesteście.
Ten rok blogowej przygody jest dla mnie ciekawym doświadczeniem. Jest dla mnie platformą wielu kontaktów, nowych znajomości, z których szczególnie się cieszę i za nie dziękuję. Moment powstania bloga zbiegł się z początkiem mojego urlopu wychowawczego. I jakoś miałam w sobie potrzebę aby zrobić taką pamiątkę dla Antosi ale i siebie czas ten zorganizować. Zająć się czymś, co da mi frajdę. I tak właśnie jest.
Oczywiście bez "łaskawości" Antosi by się nie udało:) Bez jej drzemek solidnych, i długich wieczorów, które nam serwuje. I bez cierpliwości Tomka, który zniósł te wieczory beze mnie;) a jednak wciąż przy mnie, wspierając w każdej chwili.
Przeglądam kolejne wpisy i uśmiecham pod nosem. Pamiętam chyba każdy, choć patrząc na zdjęcia trudno mi uwierzyć, że Antka rośnie w zawrotnym tempie.
Radiowej Trójce i Joasi Mielewczyk dziękuje za zaproszenie, do niezwykłego dla mnie cyklu programów - Matka Polka Feministka. I wciąż obiecuje, że przyjedziemy z rewizytą.
I jakoś do tego postu pasują mi zdjęcia z cyklu " the best of" ale nie jestem przygotowana. Dlatego wynalazłam kilka fotek z październikowego popołudnia...
Roczny Teatrzyk Kukiełkowy
26 sierpnia 2013
Antosia chodzi!
Są takie umiejętności bez, których życie jest zwyczajnie bardzo trudne. Cała nasza rodzicielska droga jest staraniem o samodzielność. Wcale mi nie spieszno do tej Antosiowej niezależności. Cudnie mi z Nią przy piersi, gdy zwija się jak wiewióreczka z miną rozczulającą i zabiera się do ssania. Albo gdy chowa się pod spódnicą trzymając mamusiowej nogi.
Od kilku dni Antosia zbierała się w sobie i stawała kołysząc biodrami. Samodzielne "puszczanie" i kilka małych kroczów nieuchronnie zwiastowały pierwsze samodzielne kroki.
Najpierw nieśmiało - od Taty do Mamy... I radość. Antka z dumą biła brawo sama sobie i ganiała jak nakręcona.
Weekend nad jeziorem. Woda, słońce i piasek. Antka poczuła przypływ mocy i pewność. Po prostu poszła przed siebie. Chwiejne kroczki zamienia na coraz pewniejsze dreptanie. A radość tak wielka, że trudno to opisać. Dociera do mnie, że to już... że Ona sama, na własnych małych nóżkach.Cały świat może obejść. Każdy skrawek odwiedzić, dotknąć i zobaczyć.
Warto było każde pieniądze na rehabilitacje oddać. Wszystkie te trudne wyprawy zaliczyć. Ćwiczyć, masować, oklejać, vojtować i bobathować. Płakać razem i ćwiczyć. I ten czas poświecić. I te cholerną robotę stracić. Tłumaczyć czemu nie sadzam, czemu na raczkowanie się upieram, czemu za ręce nie chce prowadzać. Na wszytko pora przyszła.
Antosia chodzi!
Naszym rehabilitantkom Adzie i Magdzie dziękuje najszczerzej, to także Wasz sukces!
Od kilku dni Antosia zbierała się w sobie i stawała kołysząc biodrami. Samodzielne "puszczanie" i kilka małych kroczów nieuchronnie zwiastowały pierwsze samodzielne kroki.
Najpierw nieśmiało - od Taty do Mamy... I radość. Antka z dumą biła brawo sama sobie i ganiała jak nakręcona.
Weekend nad jeziorem. Woda, słońce i piasek. Antka poczuła przypływ mocy i pewność. Po prostu poszła przed siebie. Chwiejne kroczki zamienia na coraz pewniejsze dreptanie. A radość tak wielka, że trudno to opisać. Dociera do mnie, że to już... że Ona sama, na własnych małych nóżkach.Cały świat może obejść. Każdy skrawek odwiedzić, dotknąć i zobaczyć.
Warto było każde pieniądze na rehabilitacje oddać. Wszystkie te trudne wyprawy zaliczyć. Ćwiczyć, masować, oklejać, vojtować i bobathować. Płakać razem i ćwiczyć. I ten czas poświecić. I te cholerną robotę stracić. Tłumaczyć czemu nie sadzam, czemu na raczkowanie się upieram, czemu za ręce nie chce prowadzać. Na wszytko pora przyszła.
Antosia chodzi!
Naszym rehabilitantkom Adzie i Magdzie dziękuje najszczerzej, to także Wasz sukces!
14 kwietnia 2013
W pionie
Ostatni tydzień w teatrzyku się działo... no nie na scenie publicznej ale w domu, przy łóżku, stole. Przy nodze maminej. Przełom potężny i krok - wzwyż. Antosia staje na własnych nóżkach.
Ona sama zaskoczona tym faktem, z lekką dozą nieśmiałości, ugina się jeszcze pod ciężarem 7,5 kilogramowego ciałka oraz pieluchy. A my książkowo - nie pomagamy, nie podtrzymujemy, nie wspieramy fizycznie tylko mentalnie. Ale duma i radość wielka. Ten krok, to krok w dorosłość i pamięć moja o tym jak słyszałam - dzieci z takich ciąż jak Pani to roślinki - chce Pani takiego dziecka?
Do zdjęć w pionie nie dojrzałam. Najpierw mam panikę, potem zachwyt i dumę. Do cykania w tak ważnej i niebezpiecznej chwili jeszcze nie dorosłam.
W kwietniu poprzedniego roku obie z Antosią byłyśmy jeszcze w szpitalu - o oddech walczyłyśmy o wyjście z inkubatora. O łyk mleka, o odruch ssania, o wzrost hemoglobiny, o CRP prawidłowe.
Dziś Antosia walczy o stabilizacje bioder i kolan w pozycji pionowej - i świetnie Jej idzie. O niezależność w poruszaniu, o spacer bez czapki. Walczy też z prawami fizyki... tu nadal bezskutecznie, bo grawitacja jakaś nieugięta.
Antka ma też na sumieniu nowe pogaduszki. Miłość Jej wielka, pies Baton, który zza okna całą zimę uświetniał i mroźne, wietrzne, śnieżne dni weselił. Antka w gwarze zatrzymuje się na dzwięk szczekania i ochoczo z przymusowym podrygiwaniem czyni.... " ha ha ha ha" Znaczy "hau, hau, hau"
Pięknie prawda? ;)
Poprzedni tydzień szalony lekko. Z przedsmakiem wiosny. Kolejnym powrotem do rehabilitacji po przerwie chorobowej. I przygotowaniami do urodzinowego After Party Antosi.
I było. I działo się. Właśnie ostatni Goście odjechali. Antka cudna w tym świętowaniu...
I roczniak z Niej taki.
A weekend? Imprezowy:) Gościom dziękujemy najmocniej, że byli wtedy, i że teraz są. Zawsze są właściwie. Dziękujemy Kochani. Dla Was ulubiony nos marszczy Antośka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)