Akty i sceny kukiełkowej rzeczywistości Antosi, czasem soczyście umajone didaskaliami, czasem z dramatu powstałe lub pełne komedii... A bohaterka Antosia każdego dnia gra siebie... Cudowne Dziecko. Bo Cuda się zdarzają...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki. Pokaż wszystkie posty

20 lutego 2014

Nowy stary pojazd

No nic poza mizernie zaopatrzonym sklepem spożywczym na wsi mojej niema. Miejsca, gdzie nieprzemyślane zakupy poprawiające chwilowo nastrój, oddalone kawałek drogi. Ochota więc słabnie, jak wsiadam w auto i załatwiam kolejne sprawunki.
No i jeśli chodzi o Antosie to lubię przemyśleć zakupy...zwłaszcza, że jakoś mam wciąż w głowie, że nadmierna ilość zabawek przytłacza dzieci. Odbiera wyobraźnie. Staram się więc kupować po namyśle. Tym razem jednak było inaczej.
Bo bywa i tak, że raz na czas jakiś otwiera się mały targ staroci, zapraszając okolicznych zwolenników przeglądania rzeczy używanych, czasem niezwykłych, z duszą, z historią. A czasem zupełnie nic nie wartych gratów. 
Podczas spaceru wpadłyśmy i my. I od razu wpadł mi w oko ten wózek. Troszkę jakby z mojego dzieciństwa.  W doskonałym stanie. Lekki w odróżnieniu od drewnianego wózka, który Antosia dostała na pierwsze urodziny. Antosia wszelkie pojazdy uwielbia, robi kilometry po całym domu niezawodnym wózeczkiem drewnianym stując z rozpędu o ściany na przykład - pakując w jego wnętrzu niekoniecznie lale. Często sama woli być jego pasażerką. I w tym wózeczku też świetnie jej przychodzi udawanie "dzidzi".
Wracałyśmy ze spaceru z nowym, starym nabytkiem za całe 20 złotych. Przed nami tylko delikatny tunning wnętrza i szycie pościeli vintage :)








29 stycznia 2014

MiŚ

Chyba każde dziecko ma swojego Misia. Dziewczynki pierwsze swoje przytulanki dostały od Cioci Ewy, gdy jeszcze były w moim brzuchu. Potem był Stefan... wierny przyjaciel i Anioł Stóż, którego Ciocia Pina na przywitanie przyniosła Tosi.... najpierw służył za "przycisk" - tak, jak ten do papieru, gdy próbowaliśmy Antkę nauczyć spać na pleckach. Nieskutecznie. Został więc powiernikiem smutków i żali.


Do floty maskotek dołączył Bolo. Prezent od Dziadków. Miś rozmiarów Antosi. Wraz wprowadzeniem się Bola Antsia zaczęła wyraźnie mówić MIŚ - zapominając o dotychczasowym MI. No, może lekkie seplenienie przy "Ś" jest słyszalne... ale też zabawne!






 Z Bolem przyjechała książeczka -  Miś na huśtawce - kiedyś ukochana bajka Taty Antosi. A teraz także i Jej. Nic dziwnego. Świetne ilustracje. Pomysłowe pół-strony i biedny ciężki Miś, który nie miał sobie równych w wadze. Antka niestety szybciorem rozpracowała pierwszą stronę.








10 stycznia 2014

Niespieszne poranki

Dojrzałam do tego, że rano nie koniecznie trzeba wyrwać się z łóżka bo już 8.00 dochodzi. Od zawsze wpojoną miałam potrzebę wstania wcześnie, czasem zupełnie bez powodu. Trudno jakoś delektować się rankiem gdy milion rzeczy do zrobienia jest. Gdy Anteczka była mniejsza i taka regularna, przewidywalna... pobudka 7.45. A ja już do tego czasu w pionie, wyfryzowana i nawet z kreską na oku. Witałam ją wpuszczając słońce i z planem w co dziś ubieramy Małą Ptyśkę. Czy to czas, gdy obie w domu królujemy rankami sprawił, czy nocne życie Antośki, a najpewniej ogrom pacy, dojrzałam do tego by ranek był niespieszny, taki nasz - w piżamowej odsłonie. Przewalamy się bezkarnie w pieleszach powoli łapiąc rytm, który mimo wszytko jest dla mnie ważny. Ale już ranki weekendowe...  to jest luksus. Bo Tata Kukiełki z nami, a to uwielbiamy obie najmocniej. Tata śpioch. Od zawsze śpioch ale od kiedy Tata to śpioch, który o spaniu może, co najwyżej pościć.






I jest kolejny mały, choć wielki sukces.

 ... wiem, ze sposobów jest milion na usypianie dzieci. Każdy ma swój. Dobry. Najlepszy, jeśli się sprawdza. Antka od zawsze lubi regularność. Zasypia dzięki temu błyskiem. Na początku, spała bardzo dużo  i często.... od kiedy skończyła 18 miesięcy śpi w dzień jeden raz. Ale zawsze jej usypianie trwało moment. Długo nie mogłam przestać nosić ją na rękach przed snem. Śpiącą odkładałam. Zwyczajnie ja tego potrzebowałam. I gdy latem okazało się, jakaś ciężka mi się wydawała... trafiła do łóżeczka, bez kołysania przed snem. Stałam przy łóżeczku, głaskałam główkę nucąc jej jakieś melodie. Ale od kiedy każdy trzask deski na podłodze czy nawet strzykanie w kościach sprawiało, że nie mogę wyjść z pokoju bo zaczynała płakać, zamarzyłam o samodzielnym zasypianiu.





Nie lubię, nie umiem jednak na siłę. I jakoś tak naturalnie wyszło..., buziaczek, tup-tup do łóżeczka, całuje i na uszko szepcze,  ... i mówię, że wychodzę. Słyszę tylko paaaa.
Z nianią w ręku stałam pod drzwiami po każdym tym Jej paaa, przez tydzień. Czy nie gramoli się z łóżeczka. Czy nie kombinuje... I nie. Zasypia tuląc swoją krówkę... A ja solidnie zaskoczona.  Może i odstawienie od piersi byłoby takie proste.. ale nie dojrzałam jeszcze do tego.





 
Antka ze swoją urodzinową lalą nawiązała solidny kontakt - trochę Jej to zajęło. Lala, jako urodzinowy prezent zdążyła już się na dobre rozgościć, ale dopiero teraz frajda z zabawy nią jest na prawdę duża. Mnie czasem chwyta za gardło ten widok bo gdy Antka się urodziła była mniejsza od tej lali ... na zdjęciu w malutkim bodziaku Antosi. Mamy spory zapas ubranek, które teraz na bobasa doskonale pasują. Niestety lala ma konkurencje jeśli chodzi o leżakowanie w kołysce;)

14 grudnia 2013

Herbatka dla Królika

Z prezentów mikołajkowych Antka od tygodnia robi doskonały użytek. Szybciorem zaprosiła kluczowych gości i w sobotni poranek popijali herbatkę. Oczywiście, jak mówi Tosia "kaaaaa nieeee", czyli kawa nie jest dla dzieci. Serwis okazał się doskonałym prezentem, bo zajmuje Antosie na prawdę solidnie. Ku mojej radości :) poza tym, widzę, że znowu Antka jest w stanie coraz dłużej skupić uwagę na zabawie i to, nad czym pracujemy - czyli cierpliwość -jest w coraz lepszej kondycji.






 Kolejny krok, bo zabawki coraz bardziej zaczynają ją zajmować. Antka wciela się w rolę i doskonale uruchamia wyobraźnie. Od kilku dni przed snem bawi się w mikołaja wyciągając z wymyślonej torby prezenty... , albo częstuje swoje pluszaki smakołykami, których nie ma. Choć na pewno zabawą tygodnia był taniec.
To taki moment gdzie chciałoby się Jej dać wszytko czym chciałaby się bawić. Kolejną lalkę, miśka, zająca, które tak lubi czy klocki. książeczki. Ale dobrze też wiem, że często najlżejszą zabawką jest sznurek, który udaje węża czy serwetki, którymi u pradziadków potrafi bawić się w nieskończoność - bo innych zabawek brak. I wraz z przybywającymi zabawkami jej zainteresowanie nimi spada. Grudzień to czas mocno prezentowy. I niech tak będzie. Na pewno jednak to, co ważne, to mądre wybory, nieprzypadkowe i  przemyślne. Zabawki, które dziś pełnią jedną rolę a jutro urosną razem z dzieckiem. 





12 września 2013

Dziewczynka z psem

Nie da się ukryć, że chłodem ciągnie. I choć w słońcu bywa na prawdę gorąco, bose stopy marzą rankiem. Popołudniowe światło jest miękkie i przyjemnie wchodzi pod zamknięte powieki. Uwielbiam się wtedy zatrzymać. Pomarzyć. Delektować się zapachem dojrzałego lata.
Tylko z tym zatrzymaniem jest kłopot.






Antka gna. Jest ciągle w drodze. Z pokoju do drzwi wyjściowych, potem "dryp, dryp" i już siedzi na schodach. To ostatnio ulubiony przystanek - chwilka na fikanie nóżkami. I dalej  w trasę. Kilometry robi i udoskonalonym chodzeniem się delektuje. Już bez chwiejnych kroków, bez walki o równowagę. Idzie i macha rączkami.





I przyznaje... jest łatwiej. Ta Jej samodzielność zdjęła mi z pleców 1000 razy dziennie podnieś-połóż. 
I Kukiełeczka w tym śmieszna taka - to niezwykłe ale wydaję się być dumna z chodzenia.
W tym swoim zwiedzaniu świata na piechotę ma przyjaciela Brytana. Psy to jedne z ulubionych zwierząt Antki. Drewnianego pieska na kółkach ze sznureczkiem do ciągnięcia Kukiełeczka dostała na pierwsze urodzinki w prezencie, dotąd był jakby niezauważany. Ale teraz... wielka miłość. Najpierw ciągnie go za sobą, a jak już sił brak na walkę ze sznurkiem, który złośliwie plącze się między nogami, Antka dźwiga Brytana na rękach. A ciężki jest! Dla mnie rozczulający widok. Ona i ten psiak na kółeczkach, którego sama z wielką frajdą ciągnie. Sama! 


I kitki są, jak widać. Od dawna chwytała za moje włosy i po swojemu mówiła... "kika". Może dlatego gumek nie ściąga ale z dumą prezentuje swoją nową fryzurę. Dziewczynka z Niej już taka.



25 lipca 2013

Tup, tup i.. bęc

Stoję 5 metrów dalej. Patrzę. Wciąż nie mogę pozbyć się myśli, że przecież jest taka tycia. Po głowie krąży wspomnienie, jak przy inkubatorze siedzę, za rączkę trzymam i czytam Calineczkę. Ona śpi. Gdy osiągnęła zawrotną wagę 2 kilogramów wydawała mi się już na prawdę duża w stosunku do nowo urodzonych koleżanek.

Każdego dnia, zatrzymuję się z tą myślą, że z Calineczki już duża Dziewczyneczka. Samodzielność powoli zaczyna smakować. Ręce Mamy dobre - ale gdy "buba" albo sen zmorzy. Antosia nieśmiało sama zaczyna stawać. Staje tyłem do ściany, stołu, czy mebli i próbuje utrzymać równowagę. Mała chwila i bęc... już na tyłku. I tak milion razy dziennie, wszędzie. I bez przerwy. To bez przerwy w 30 stopniowe letnie dni jest dla mnie wyzwaniem. Antka nie zatrzymuje się ani na chwile. Cel i ogni. Byle do przodu. A ostatnio byle wyżej...  Znowu z grawitacją jest czasem na bakier, ale już tylko czasem.
Małe nóżki chcą już stać i iść. Same.








Są też miejsca i rzeczy, która zajmują Antkę na dłużej. Zwierzęta No.1. Z psem, kotem czy sową (lasu) jest zawsze o czym pogadać.
Ale też zabawkami potrafi zając się solidnie - ulubione lale karmi, dzieli smoczkiem, tuli. Kartonowe klocki ukazały się hitem. Mają mnóstwo pięknych ilustracji zwierząt, a wyobraźnia Antosi pozwala z nich robić i krzesełko i poduszkę, wieżę i nawet naczynia. Ostatnio to zabawkowy hit! Towarzyszą więc nam również w zabawach podwórkowych.





No i wózek znowu wrócił do łask. Tym razem nie jest już jego pasażerką a zawodowym pchaczem. Po tym, jak wózek dociążyłam poszewką z piaskiem, nawet z górki zasuwa z nim bez awarii.
Antka więc w pionie, porusza się ruchem przyspieszonym. Tup, tup, tup... i bęc. Ale wszytko wygląda na to, że to już ostatnia prosta i Antosia zacznie dreptać sama.

A ja znowu patrze i myślę... Cudzik mój ukochany!