Akty i sceny kukiełkowej rzeczywistości Antosi, czasem soczyście umajone didaskaliami, czasem z dramatu powstałe lub pełne komedii... A bohaterka Antosia każdego dnia gra siebie... Cudowne Dziecko. Bo Cuda się zdarzają...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tata Kukiełki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tata Kukiełki. Pokaż wszystkie posty

24 października 2013

Family autumn

A gdyby tak słońce było każdego dnia. I bezwietrznie. I weekend każdego dnia byłby.
I deszcz tylko ciepły, albo gdy w kominku napalone, wino w kieliszku i koc ciepły na nogach wieczorową porą. Jesień w końcu nas rozpieszcza. Słońca ostatnio do woli. Kolory zupełnie niezwykłe na świecie. W tygodniu razem z Tosienią szukamy wrażeń to w domu, to zakątkach naszej okolicy. Takie czasy, że Tatę Antka widzi wieczorami i w weekendy ale wtedy już jest dla Niej. Pod warunkiem, że nie bawi się w męskie zabawy na budowie. Ale i budowa nie ucieknie a piękna jesień już tak. Pędzimy więc gdzieś.... gdziekolwiek. Wtedy na spacerach rygor niewychodzenia z wózka nie istnieje. Tata Kukiełki jest cały nasz, a gdy pogoda dopisze nawet zwykły spacer smakuje inaczej.  Taty ręce zawsze dostępne.
Wtedy łazimy, drepczemy. Szukamy skarbów jesieni i nucąc..."dzik jest dziki" ganiamy po lesie zapominając o tym, że można  tego dzika obudzić. 








Dzień bez Tatusia długi jakiś. Mijając nasz dom w budowie Antośka krzyczy z daleka.....Tata!!!! Bo często ostatnio tam właśnie możemy Go zastać. Antka tłumaczy od razu, że "nie nia Tata" ze smutną minką. Ale jak już wróci... 
Tosia stojąc przy schodach woła do znudzenia Tatę, nim ten zdąży portki po pracy zmienić. Patrzę jak leżą na podłodze udając, że śpią i chrapią donośnie. Cuda architektury z klocków budują. Na latającym dywanie dryfują. Na tyłkach ze schodów zjeżdżają czy w kajucie pod kołdrą szaleją ze spoconymi głowami. Ja odpadam. Patrzę boku. Rozpływam z radości, że są. Że tacy właśnie.
Ona, tatusiowa Córeczka. Z Jego nosem i złotą czupryną. Oliwkową cerą. Z dbałością o porządek w jedzeniu:) Ciekawością nowych smaków. I tym brakiem cierpliwości.
Tata jak tylko może, jest. Na zawołanie czasem rzuca wszytko. Uczy nowych zabaw i na szaleństwa pozwala. 







Są takie miejsce gdzie Tata jest absolutnym liderem. Zawładnął zupełnie kąpielą i wodnym światem zabaw. Co tam się dzieje... ja nie ogarniam. Mors płetwonurek z rekinem walczą w wyścigu motorówką. Są też skoki z trampoliny i podlewanie kwiatków konewką obowiązkowo. Misia rodzina do towarzystwa i kacze dzieci. I nigdy płaczu choćby woda lała się Tośce po oczach... nawet strach przed kładzeniem się w wannie na plecach - Tata przełamał i na brzuchy po warszawsku na uczył pływać. Mogą tam pół wieczora spędzić. Mamie w kąpieli rozum odejmuje i brak pomysłów do zabaw - jest praktycznie i szybko! To jasne, że każde z nas, dorosłych Kukiełek, ma swój sposób na Ankę... 


Czasem myślę, że nie jestem z tej epoki. Muzycznie to już na pewno. Ale dziękuje mojej karmie, że wrzuciła mnie w moje buty, w moich czasach właśnie. A z Nim właśnie. Gdzie mycie garów i podłóg doskonale przystoi i umięśnionemu facetowi.  Gdzie czytanie bajek i taniec razem z Córeczka i Bintą (z jednej z ulubionych bajek) przystoi mężczyźnie w gajerku. I  z tego się cieszę, że ten sam facet, co techniczny jest do szpiku kości, potrafi o letniej kolekcji ubranek dla dzieci przegadać ze mną pół nocy. Choć może to nie zasługa czasów a Jego samego właśnie.
I choć ta jesień nasza jest wariactwem totalnym. Bo dzieje się. Lista zadań, nowych wyzwań, starych spraw, zaległych i koniecznych, przyszłych i nagłych jest wielka - Antka wciąż jest numerem jeden. I choćby nie wiadomo jaki projekt, plan, pasja, praca czy biznes... Ona najpierw.  I dla mnie i dla Niego.

26 września 2013

Sentymentalne czytadła


Pod koniec lat 90 tych przeprowadzaliśmy się do nowego domu, co to go Tato mój, własnymi rękami budował. Budował i budował. Co rok, jakiś krok do przodu. Na sąsiedniej działce, więc biegałam tam bawić się w domek, sklep, nawet raz nocować na budowie próbowałyśmy z przyjaciółką. Ale przed północą strach nas dopadł. Był pusty. Echo mieszkało po kątach..... Tylko ta pusta jakąś odstraszająca była.





Frajdą o stokroć większą był przepastny strych poniemieckiego domu, w którym mieszkaliśmy. 
Strych - tajemnica, przez lata odkrywana. Zakamarki, których się bałam, które uwielbiałam. Bywało, że tonęłam w jego czeluściach. Pamiętam wyszywane kwiatami płócienne worki pełne ubrań, w których uwielbiałam grzebać. Antyczne, zdewastowane szafy z farbami w proszku do ścian. Kamienna wanna z piaskiem do gaszenia ognia - którą nazywaliśmy trumną. Za sprawą mojego brata panicznie bałam się, że drzemie w niej nieboszczyk z czasów okupacji. Każde pomieszczenie skrywało jakąś tajemnicę. Stare wózki dziecięce, schowek na buty. Regały z książkami.

Cały ten dom miał w sobie historię. W każdym kątku można było coś znaleźć, coś co pachniało przeszłością. Gdybym dziś miała wiele z tamtych skarbów z pewnością znalazłyby miejsce w moim domu. Żelazne łóżeczko z siennikiem na którym spałam, pewnie znalazłoby się w Antosi pokoju. Kredens na ścianie w jadalni, z miętową porcelaną. Drewniany magiel i maszyna Singera stanęłyby w pralni. A dla książek urządziłabym regał w  holu.
w '97 roku w raz z powodzią, spora część historii tego domu poszła w wodą i błotem w niepamięć.
Wyrzucaliśmy przez wiele dni tony drobiazgów, mebli, ubrań wraz z ich przeszłością.
Pamiętam setki książek wśród których brodziliśmy po kolana w wodzie, gdy do domu dało się już wejść.

 




Kilak miesięcy później przeprowadzaliśmy się do nowego domu.  W letnie dni wyrzucaliśmy ze strychu przez okna skarby gromadzone przez lata. Niby nikomu nie potrzebne. Stare. Tony ubrań, butów, mebli, starych płyt, zabawek i drobiazgów. Wtedy namawiałam aby bez sentymentu się pozbyć. Cieszyć białymi ścianami w przestronnym domu. I wcale ta moja lubość czystych przestrzeni nie minęła. Brak mi tylko kilku tych cennych drobiazgów, które zabrała woda, których sami się pozbyliśmy. 





Dziś kolejna paczka dla Antki z dalekiego wschodu, od Babci. Wraz z jesiennymi dziergankami druga już, piękna porcja książeczek z dzieciństwa Taty Antosi.
Otwierając pudełko patrzył na nie z uśmiechem i z daleka po okładce rzucał tytuły. Antka łąpczywie zaczęła przeglądać książeczki. Wszytkie zupełnie nie z tej epoki. Szarawe i niekrzyczące. Bez lakierowanych kartek. Doskonale zachowane choć niektóre z nich mocno "wyczytane".
niedzisiejsze tytuły, choć jest i sporo klasycznych pozycji. Ilustrowane przepięknie. I taki niezwykły klimat im towarzyszy. Niektóre lekko mroczne ... inne zabawne, indoktrynujące, taki znak czasu.

Antka z Tatą buszowali w nich  do wieczora. Z dumą opowiadał ilustracje bo na czytanie Tośka nie miała czasu. Podglądałam te ich prywatną czytelnie z żalem, i małą zazdrością. Moje książeczki dawno zostały zniszczone. Jest kilka perełek po mojej Mamie, które w liceum służyły mi wiernie. Ale to zaledwie kilak sztuk. Biblioteczka Taty Antki, w całości najdoskonalej zachowana stacjonuje u Dziadków. Przy następnej wizycie, na pewno odbierzemy całość.
I choć chomikowania nie lubię, miło jest wstąpić w tamten czas, przeżucając kolejne strony starych wydań dziecięcej literatury. Do tego mam niezwykły sentyment

13 sierpnia 2013

Kids of the corn



Miłością do jedzenia Antka zapałała kilka tygodni temu. Z początkiem lipca zaczeła jeść i do dziś skończyć nie może. Podobno wcześniaki nadrabiają właśnie w takich chwilach. Pielęgnuje Antosiową lubość do poznawania smaków. Antosia lubi niemal wszytko. Oczywiście jest przeogromną fanką owoców, tych - jak ja, potrafi zjeść na prawdę spore ilości.
Ma już za sobą oliwki i krewetki... na widok ogórków kiszonych i pomidorów piszczy z daleka.  Krzyczy to swoje najpiękniejsze ..."da, da, da" A drepcząc po podwórku ciągnie do szklarni - oprócz frajdy jedzenia, dochodzi jeszcze zrywanie pomidorów koktajlowych, sok cieknie po brodzie a Antka dalej...da, da!

 



 
Letnie sady brzemienne w owoce, nawłoć na polach zdradza, że mamy sierpień. W głowie dziwne uczucie, że już koniec wakacji... Tylko jakich wakacji? 
Wraz dojrzewaniem lata i kukurydza znalazła się w Antosiowym menu. I dołączyła do grona smakowych ulubieńców. 
I przyznaję, to duża frajda karmić dziecko, które je wszytko (oprócz jajek) i chętnie. Z ciekawością poznaje nowe smaki i w dodatku świetnie radzi sobie ze sztućcami.
Właściwie zawsze tak było, że Antosia chętnie jadła. Ale drobnymi porcjami. Może poza okresami choroby - ale to nie dziwi. Teraz jednak nabrała takiego rozpędu... Liczę więc, że przy kolejnej wizycie u pediatry Antka znów zachwyci Panią Doktor, gdy będziemy ją ważyć. Mnie zachwyca jej dbałość o jedzenie "akuratne" Każdy okruszek, który na wardze został do buziaka trafia szybko.   I choć lubi także pomieszać rączką w zupie, to zdecydowanie kulturę spożywania posiłków ma po Tatusi:)
 




12 maja 2013

Nurkujemy

Pewnie jak w większości rodzin, i u nas, Tata jest głównym kąpiącym. To On pilnuje rytuału i z termometrem wojuje. Ręczniczek, gumowa rybka, ciepełko i tylko krzyki słychać. Kukiełeczka kąpiel uwielbia. W wodzie jest raczej zrelaksowana i spokojna, choć ostatnio uporczywie staje w wannie na baczność. Najbardziej Antśka uwielbia jednak kąpiel w dużej wannie, z Mamą, oczywiście Tata też nam towarzyszy ale "pływamy" sobie w damskim towarzystwie. Jest kraulem pływanie, na pleckach pluski i nawet cycuś się znajdzie jak Kukiełeczkę głodek przyciśnie;)
Od kilku miesięcy basen nam się marzył - zwłaszcza, że w okolicy mamy świeżo otwarty obiekt z infrastrukurą dla Maluchów. Rehabilitantka Tosi wymyśliła nawet, że w niedzielne przedpołudnia możemy się spotykać na basenie i Ona zajmie się Antką, wspólnie będziemy odkrywać podwodny świat. Zima jakoś zniechęcała mnie do tego. 

Nadszedł w końcu czas... 
No i wielkie wooow - nawet trójkątna wanna Babci okazała sie niczym w stosunku do basenu. Ostrożną obserwacje nasza Kukiełeczka szybko zamieniła na piskliwy zachwyt i dziką radość.
W towarzystwie kaczki, rybki, Oliśka i rodziców Antosia pierwszy raz "pływała" w basenie. Na użytek Tośki jacuzzi zamieniliśmy na basen dla dzieci bo ciepełko i bąbelki po brzuszku pościły przyjemnie. 
Woda kryje jakąś tajemnicę, przypomina o tym, że w jej środowisku Antosia spędziła sporo czasu będąc jeszcze mieszkanką mamusiowego brzucha. Szum, pluski, bulgotanie... a Ona szczęśliwa, spokojna i zrelaksowana. Dała ze sobą zrobić wszytko, nawet nurek przypadkowy nam się trafił. 
Taka mała Rybka z Tosiny naszej. Tak oto pierwsza przygoda w basenie za nami.

 

08 marca 2013

Jedyny

Mamy dziś z Tatą Kukiełki naszą małą-wielką rocznicę. 5 lat temu porwał w drogę i wywiózł z zamkniętym oczami gdzieś...ciemną nocą. To była jedna z piękniejszych niespodzianek w moim życiu. 
Mimo, że brylant, który miał symbolizować wieczną miłość, tkwi gdzieś w śmieciach pewnie, albo w pościeli czy w zabawkach Antosi, a może piasku drzemie - znajdzie się, albo i nie, dziś nie jest najważniejszy. Choć żal mi go niezwykle, patrząc w pustą koronę krążka. 


Niby chwila to tylko, 5 krótkich lat. Dla mnie to piękny czas. Działo się, oj działo. Mamy całą stertę piękny chwil w głowie, w sercu. Mimo zawieruch i burzy w naszym życiu my... zawsze w tych trudach za rękę. On zawsze przy mnie, przy nas. Zdał egzamin na każdej linii. Dziś trochę inaczej smakuje to nasze bycie razem niż wtedy. Na pewno więcej w nim codzienności, mniej czasu ale miłość i pasja ta sama. Na pewno dojrzalsza, twardsza i po stokroć silniejsza...jak te dłonie, które do szaleństwa uwielbiam, i oczy, które razem ze mną zawsze w przyszłość patrzą. Wtedy ani chwili się nie zawahałam. Dziś z tą samą pewnością mówię, że mam Męża najwspanialszego a Antosia Tatę. 
Oby tylko swoją słabością do kotów Antosi nie zaraził bo.... ;)