Jakoś tak nieśmiało, jeszcze latem się zaczęło. Końcówek włoczek u Babci miliony po prostu. Skawki nici, które do zabawy są świetne. Czasem do drobnych wykończeń, kwiatków, sznurków, girlandy w pokoju Antosi.
Kukiełeczka układa, przekłada, podlewa konewką i wącha te drobiazgi. Ja w razie potrzeby Używam ich jako drobiazg do jej włosków na przykład.
Nic jednak nie cieszy Antosi tak, jak pompony. Stare, dobre pompony. Co przy czapkach, szalikach, na kapturach wisiały właściwie od lat. Gdy zima, to pompon na czapce. Z jakąś przesyłką od Babci przyszły do nas pierwsze pompony tej jesieni. Cała gromada. Rodzina pomponów - duże i małe. I maluśkie nawet. Antka jak klockami bawiła się małymi żółtymi kuleczkami tuląc puchate, okrągłe stwory.
No i zamieszkały też tej jesieni wszędzie. Są na spinkach - które najpierw bez technicznego pomyślunku przyczepiałam z czasem dochodząc do perfekcji. Są na gumeczkach i opasce. Są na spodniach, co to je babcia wydziergała na zimnicę. Na szalikach i czapkach. Dla mnie są po prostu urocze. Dla Antosi są obiektem zachwytu i wszystko
co z pomponem, uwielbia. I chyba głównie dla tego tej jesieni lubi
nosić czapki - nawet w domu, które sama sobie nieporadnie zakłada.
Pomponowe szaleństwo można potraktować jako zajęcie na jesienne długie popołudnia. U nas Babcia była głównym dostawcą. Ale ostatnio i ja w padłam w pomponowy nałóg.
Małe DIY. Sposobów na wykonanie pomponów idealnych jest kilka. U nas ten tradycyjny na kółeczkach daje najlepsze efekty.
Polecam średniej grubości włóczkę, mięsistą i przyjemną.Może być akryl.
2 kółeczka tekturowe
Ostre nożyczki. Chwila i są ... :)
Zdjęć dokumentujących prace... brak. :)
Akty i sceny kukiełkowej rzeczywistości Antosi, czasem soczyście umajone didaskaliami, czasem z dramatu powstałe lub pełne komedii... A bohaterka Antosia każdego dnia gra siebie... Cudowne Dziecko. Bo Cuda się zdarzają...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robótki ręczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robótki ręczne. Pokaż wszystkie posty
28 listopada 2013
26 lutego 2013
Wiosny tęskne wyglądanie
Myślałam, że katar leczony trwa 7 dni - nie leczony zaś aż tydzień. U nas niestety to powiedzenie się nie sprawdza - już dwa tygodnie Antka zasmarkana. I to konkretnie. Tata Kukiełki nawet sięgnął po wynalazek jakim jest Katarek Czy polecam? Nie wiem. Skuteczność oczyszczania noska - i owszem jest. Byłaby większa gdyby w zestawie była instrukcja uspokojenia dziecka. U nas problem jest samo zbliżenie choćby chusteczki do malutkiego, i już zmęczonego noska katarem. Antka krzyczy, baaa wrzeszczy! Choć nie lubię tego słowa gdy mowa o płaczu mojego dziecka.
Dzisiejsza noc przypominała te nasze pierwsze, kolkowe wieczory. Antka na rękach, ja w półsiadzie oparta o Tatę Antosi i tak do rana. Każde jej odłożenie skutkowało zupełnie zatkanym nosem - a, że Antosia nadal śpi tylko na brzuszku - oddychanie jest wyzwaniem.
Walczymy więc dalej... na razie bez rezultatów. I wiosny wyglądamy, gdy wirusy można w lesie zgubić a bakterie w pole wygnać.
W finale 11 miesiąca Antka pierwszy raz od czasu kolek jest małą Marudką, co uzasadnione - trudno jej wyszukać ciekawe zajęcie na dłużej. W niedzielne popołudnie Antosia została z Dziadkami - a Rodzice mieli wychodne:). Dziadek skonstruował pojazd - zupełnie przypadkowo, bez szczególnego dopracowania, stał się on jednak atrakcją nie do pobicia. Fi i Antka mieli zajęcia na całe popołudnie. Przemierzali salon i korytarz dziesiątki razy... oboje szczęśliwi. Z piosenką Jedzie pociąg z daleka w wykonaniu Filipa. Na pewno udoskonalę pojazd i pozbędę się marketowego designu. Dziś jednak pierwsza fura Antosi występuje w kolorze Spring Green...
I myślę sobie oby do marca. Mam już w głowie zbliżające się nasze pierwsze rocznice. Ważne i piękne, niestety i smutna, trudna także przed nami.
Kwiaty noszone Poleczce wciąż nie dają rady zimowej aurze, aniołki, motyle i jabłka w śniegu toną. Mimo moich największych starań ponuro, bez słońca zerkającego zza drzew.
W ubiegłym roku brałam głęboki oddech by doczekać do marca z dziewczynkami w brzuchu. Wiosnę czułam wtedy w powietrzu. Leki sprawiały, że ciągle miałam podwyższoną temperaturę ciała - i okno jak dzień, tak noc, było otwarte. Pięć kroków dzielących od okna było trasą nie do przejścia, było też zbytnią fanaberią. Za całe przedwiośnie służyły mi tulipany, co to mi je mąż nosił a wiosenny look nadawała piżama i kolorowe sińce na rękach... Znowu wspominam? ech.
Kwiaty noszone Poleczce wciąż nie dają rady zimowej aurze, aniołki, motyle i jabłka w śniegu toną. Mimo moich największych starań ponuro, bez słońca zerkającego zza drzew.
W ubiegłym roku brałam głęboki oddech by doczekać do marca z dziewczynkami w brzuchu. Wiosnę czułam wtedy w powietrzu. Leki sprawiały, że ciągle miałam podwyższoną temperaturę ciała - i okno jak dzień, tak noc, było otwarte. Pięć kroków dzielących od okna było trasą nie do przejścia, było też zbytnią fanaberią. Za całe przedwiośnie służyły mi tulipany, co to mi je mąż nosił a wiosenny look nadawała piżama i kolorowe sińce na rękach... Znowu wspominam? ech.
Za to Babcia Halszka, spod wschodniej granicy, śle nam już wiosnę, której tak z Antolką wyglądamy przez okno. Paczuszka jak zwykle zapakowana profesjonalnie, wielce radosna. Z piękną zawartością, trochę wyczekana, ale i z nutką niespodzianki. Babcia Antosi rozpuszcza nas ogromnie i przyzwyczaja do tych ręcznych uroczych robótek. A nam apetyt rośnie ... z wiosną ochota na pastele - te uwielbiamy najmocniej ale i musztardową żółć, i fluo kolory:) Swetry, sweterki, kamizelki, sukienki i szorty - tak szorty najpiękniejsze. Rozkochałam się w tych ręcznych dziergankach...
Takim zwiastunem wiosny jest w Tosinkowym królestwie girlandy made by Babcia. Pora nadeszła by koloru pokojowi nadać.
Mimo, że zima była łaskawa dla nas. Nudy nie było. Dzień gonił za dniem. Atrakcje po drodze bywały. Śnieg dopisał. Wiosny chcemy i już!Tak Wiosny chcemy bardzo!
Takim zwiastunem wiosny jest w Tosinkowym królestwie girlandy made by Babcia. Pora nadeszła by koloru pokojowi nadać.
Mimo, że zima była łaskawa dla nas. Nudy nie było. Dzień gonił za dniem. Atrakcje po drodze bywały. Śnieg dopisał. Wiosny chcemy i już!Tak Wiosny chcemy bardzo!
29 stycznia 2013
Babskie słabości
Uwielbiam ręczną robotę. Nie, jeśli chodzi o ucieranie ciasta, bo bez wahania włączam ON i czekam na efekt. Doceniam wszystkie idee i umiejętności, które sprawiają, że pięknem i jakością rzeczy można się cieszyć. Ostatnio jest trend na wszytko "hand made". Passe jest jest plastik i tandetna chińszczyzna. Nic dziwnego. Za to pierwsze czasem trzeba słono zapłacić. Ceny z kosmosu mają sprawiać, że towar ekskluzywny. Ale są też takie w rozsądnych cenach.
Od kiedy jestem mamą szczególną przyjemność mam w tych handmadowych cudach. Siedzę i gapie w kolejne pięknie rękami wyczarowane ubrania, zabawki, akcesoria. I podczytuje te zdolne kobiety co piszą o swoich pasjach, oglądam efekty pracy i część kolekcjonuje (wiele niestety tylko w katalogu moich obrazów:"pokoik Tosi")
Lalki szmaciane, zające uszate, zabawki drewniane, girlandy, podusie... całe mnóstwo tego, wyliczać mogłabym długo. Jak to mama jedynej CÓRECZKI - mam słabość do ubierania. Nierozsądnie uwielbiam kupować te małe ubranka. Uwielbiam też usiąść przed jej przepastną komodą i skomponować ubieranko tak, by te małe żywiołowe nóżki mogły swobodnie eksplorować świat przy tym ciesząc moje oczy. Mam w tym dużą przyjemność.
Renesans przeżywają kreatywne pracownie krawieckie, tworzące mini kolekcje dla Maluchów.
A czasy takie, że umiejętność szycia dziś na wagę złota. Niestety nie włożyłam nawet minimum wysiłku by tej sztuki choćby dotknąć - a okazje były. Babcia Krawcowa nie raz zapraszała mnie do starego Singera abym szyła choć ściereczkę czy fartuszek. Z moją cierpliwością... nic z tego nie wyszło - może dlatego, że mając naście lat obciachem było chodzić w tych szytych przez babcie spódniczkach więc i nauka tego fachu była mi nie po drodze.
Mam w głowie obraz siebie, jako małej dziewczynki stojącej na kuchennym stole u mojej Babci. I przymiarki...Pamiętam piękny czerwony płaszczyk - szyty z koła z długim szalem - wtedy zupełnie szałowy. I kolejne spódniczki i kamizelkę w kratę przerabianą z mamy maturalnej. Babcia z Mamą zagadywały bym wytrzymała kolejne przymiarki - debatowały i fastrygowały,... podobno byłam wdzięcznym manekinem bo cierpliwym i ugodowym. Pamiętam też, że marzyłam by choć raz mieć kurtkę ortalionową a nie zawsze płaszcze i palta szyte przez Babcie.
I zabieram się do tego szycia, trochę jak pies do jeża. Zupełnie się w tym nie widzę ale maszyna stojąca w szafie woła mnie czasem... hop, hop - Just try;)
Nie miałam jednak nigdy swetrów robionych na drutach...no może jeden z wiewiórką - jakiś prezent chyba od cioci. Ale w ramach mojej słabości do tego, co zdolne dłonie robić potrafią, robótki ręczne są zaraz za szyciem. I tu Antosia jest w doskonałej sytuacji. Babia (ta z daleka) we współpracy z mamą wyżywa się w tej materii. Stałam się specjalistką od włóczek, wełen, nitek i kordonków. A Babcia dzierga, szydełkuje, czaruje kolejne małe sweterki, tuniczki, getry, cieplusie skarpety i czapki. I wysyła paczki z końca Polskie z tymi dzierganymi cudami. Antka tylko zupełnie niewdzięcznie wyrasta z nich zdecydowanie zbyt szybko.
Na starość chyba największą frajdą oprócz opieki i zabawy z wnusią jest właśnie możliwość ubierania i karmienia. Na szczęście dla Tośki - odległość sprawia, że Babcia Halinka głównie ubiera wnuczkę. Co prawda słoiczki z owocami u nas też babcine...
Ani jednej ani drugiej umiejętności nie umiem oswoić w sowich rękach. Szczerze, mam w swojej szafie guziki zieloną nicią szyte w czerwonych spodniach. I z nawlekaniem igły jestem na bakier. A może jednak gdzieś głęboko drzemie we mnie gen z talentem do handmadowej twórczości... i kiedyś zrealizuję się szyjąc patchworkowe kołderki albo dziergając je na szydełku. Tym czasem babcia Antosi może się wykazać;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


