Akty i sceny kukiełkowej rzeczywistości Antosi, czasem soczyście umajone didaskaliami, czasem z dramatu powstałe lub pełne komedii... A bohaterka Antosia każdego dnia gra siebie... Cudowne Dziecko. Bo Cuda się zdarzają...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty

03 kwietnia 2013

Wielki Dzień w Wielkanoc

czyli świętujemy pierwsze Urodziny Antosi

Jak nie czułam w powietrzu nadchodzących świat wielkanocnych, tak dotarł do mnie apetyt na nie na chwilę przed. Dla nas był to również dzień imprezy Urodzinowej Antosi w gronie rodzinnym. Wszytko okazało się jednak wyzwaniem, gdy moja Kukiełeczka od piątkowego poranka zaczęła gorączkować, i to solidnie. Pierwszy raz okazała się przylepą, z mojej piersi zrobiła bufet dostępny 24h/ dobę. Wspólne święcenie pokarmów się nie odbyło. Dekorowanie domu i niespieszne przygotowywanie potraw, tym razem się nie udało. Na szczęście Babcia Dorka - tradycyjnie już - wzięła przygotowania w swoje ręce. Za co...składamy dzięki!
Antosia to dziecko, które uwielbia tłumy i towarzystwo - mimo 38 stopni na termometrze dzielnie i nawet z radością znosiła 20 osobowy tłum gości.



Przyznaję, chyba nie jestem perfekcyjną panią domu - trudno byłoby mi samej zapanować na gośćmi, rozpaloną Antosią i piekarnikiem.

Kto pojedzie po Pradziadków?
Zabierz tego królika bo zje przecież całego i papierki posprzątaj.
Podaj Tosi Ibum i zdejmij jej body.
Mamo, gdzie jest reszta widelczyków? 
Trzeba jednak stół dostawić.  
Włącz zmywarkę
Nie czekamy już dłużej ... Ona zasypia!
I czemu sałatka składa się tylko z brokuła i słonecznika, gdzie reszta składników? 
Powiedz niech Jej nie noszą przodem i plecki jej schowaj
I przynieś mi Ją... stęskniłam się!

Okazało się jednak, że tam gdzie rządzą dzieci nie zawsze jest tak, jak życzą sobie tego dorośli... Antosia z trudem doczekała zdmuchiwania pierwszej świeczki. A zajadanie torcika postanowiła odłożyć na chwilę po południowej drzemce.

Ale prezenty...to już była frajda wielka. Klocki okazały się odkryciem tego dnia. Od niedzieli wkłada je do pudła i wyciąga po 100 razy. Pokonuje kilometry w wózeczku dla lal i gra melodie nie z tej ziemi.... no i śpiewa "aaaaaaa"


I takie inne okazały się te święta dla nas. Inne, bo z Antosią - więc najpiękniejsze. Inne,  bo za oknem zamiast rozkwitającej wierzby i zielonej trawy, śnieg. I pisanek, jak przez lata całe, nie było w tym roku, co to je Dziadek Antoś tak pięknie czarował od zawsze... bo wiek władze w rękach mu nagle odebrał. Każda w kwiatki, koszyczki, bazie i szlaczki skrobane misternie skalpelem.


Mam nadzieje, że nabiorę wprawy i kolejne imprezy tego typu będą dla mnie łatwiejsze. Na pewno te z udziałem Maluchów są największym wyzwaniem.  Następne Święta będą już w naszym, wyczekanym domu... pewnie będzie inaczej, może mniej tradycyjnie? Ale z wielką ochotą zawsze w domu moich Rodziców będę w rodzinnym tłumie szukać naszych dawnych zwyczajów.

10 listopada 2012

Jak Antosia została katoliczką...



Dla nas - dla mnie i Taty Kukiełki - oczywistym był chrzest Tosi jako niemowlaka. Można dyskutować, o tym, że decyzja powinna być świadoma. My, zgodnie podjęliśmy ją za Nią.
Jeszcze będąc w szpitalu Tomek namawiał abyśmy ochrzcili Tosię (tzw. Chrzest z wody) - ostatecznie jednak zdecydowaliśmy, że odkładamy ten sakrament - przeżyjemy go wraz rodziną w dość standardowy sposób.





Tak było... msza w naszej parafii. Przyjęcie w gronie najbliższych z Rodziny i Przyjaciół. Ojciec chrzestny determinował termin swoją emigracją za ocean. W końcu, we wrześniu  sześcio miesięczna Antonina została ochrzczona.

Dla mnie był to mimo wszytko trudny dzień, dużo wspomnień i tęsknota, której nic nie jest w stanie ukoić. Ale święto było Tosinkowe - dla Niej było wesoło i odświętnie. Oczywiście i Ona była odświętna.

W kościele było tradycyjnie, biała płócienna, haftowana sukienusia, szary berecik i szydełkowe buciki. Później pudrowe róże i sukienka koktajlowa na przyjęciu. Ostatecznie jednak zabawy i szaleństwa skończyły się w samym bodziaku;)


Jak to się dzieję, że kupowanie niepraktycznych sukieneczek staje się dla mnie niewymowną przyjemnością? Uwielbiam to i za każdym razem obiecuję sobie, że to już ostania w tym rozmiarze. Tylko czemu nie zawsze się tego trzymam...;)

























Kwestia tortu na razie jest u nas dość oczywista, przynajmniej dopóki  moja Przyjaciółka nie odchowa swoich Brzdąców i nie zrealizuje marzenia o  Sweet Montique. Tort był z cukierni Tortissima w Kopalinie. Filipek upolował wymarzone buciki z tortu (z niezbyt jadalnej dla dorosłych masy cukrowej) i na chwile zamilkł, oczywiście by za moment eksplodować dziecięcą, nieskrępowaną radością.
Tort malinowy w roli głównej...i jego fani: Filip i Antosia z Wujaszkiem

Fi i wymarzone buciki z tortu, mniam;)

Były też prezenty. Piękne , wymowne, pamiątkowe, wzruszające i praktyczne  :*) dziękujemy.



Aniela