Akty i sceny kukiełkowej rzeczywistości Antosi, czasem soczyście umajone didaskaliami, czasem z dramatu powstałe lub pełne komedii... A bohaterka Antosia każdego dnia gra siebie... Cudowne Dziecko. Bo Cuda się zdarzają...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty

18 grudnia 2013

Razem w Święta

Antka zasnęła błyskiem. Mam na ustach niedokończoną kolędę, zahamiast zmyslanki-kołysanki. Ten czas kiedy tulę ją do piersi taki nasz. Czas na mój hamulec wtedy. Ona śpi a ja w tej ciszy siedzę i jakoś nie układają mi się te święta w całość. 
O co w nich chodzi? Chyba wszystkich nas tak rodzice wychowali, że chce nam się być po prostu razem. Nasza trójka, z naszą piątką, z przyległościami, z Nimi, z ich dziećmi, ale też z Dziakami od zawsze.  Jak w ubiegłym roku (tu)
 
Ale jakoś nie składa się ten świąteczny nastrój.  Girlandy na schodach i na kominku wciąż brak. Choinki wycięte czekaj na uwagę. Maślane ciastka się zjadły. I choć świąteczne prezenty poutykane w zakamarkach szaf aby nie dać się zdemaskować przed czasem, burząc jakąś magię świąt czekają, nie one czynią Święta Świętami. Tej prawdziwej magii, o która tak w tym roku trudno.
Chyba tylko dobre wieści, że da się jeszcze coś zrobić, że wyzdrowieje, i po raz 82 spędzi te święta na wesoło. Z nami i z Babcią. Zaśpiewa coś, co nikt w koło powtórzyć nie umie i winszować gościom będzie. Potem dialogi jasełek z dzieciństwa odegra z aktorskim zacięciem i wzruszy nas wszystkich do łez. Będzie się upierał, że ma rację... choć nie ma. Będzie z dumą podpytywał o egzaminy wnuków na studiach i laską "kopał" piłkę Antosi. Będzie wspominał zjeżdżanie na nartach z dachu, co to je sam zrobił. I ducha, którego widział wtedy w ciemnym lesie jako młody chłopaczyna.  Będzie mówił o tym jaka to bieda kiedyś była. Potem wojsko i te historie enty raz wypowiedziane. Potem jak z Przemyśla na piechotę wracał. I jak Tosia pokazuje jak Pradziadzio chodzi. I jak to Ona wskazuje paluszkiem "tiu" pokazując gdzie Dziadziuś siedzi.
A On przy piecu. Zgarbiony nieco. Od roku wsparty o chodzik. Ale wciąż z trzeźwa głową, bystrą myślą i żartem. Dyskretnie paląc papierosa, popije herbatę malinową i coś pod nosem zaśpiewa.

Chce takich świat właśnie. Kiedy od stołu u rodziców, biegniemy do dziadków tłocząc się i zaśmiewając z "Bambuczy". A po pasterce śpiewamy do rana "Na kopie siana, leżałem z rana" Chcę patrzeć jak się kochają przez te 57 lat. Dziękować Im za to, że nauczyli nas tak bardzo być z Nimi blisko. I szczerze i otwarcie. Niezależnie o naszych gniewnych postaw, odważnych decyzji i nieoczywistych tonów.  Nie wiem jak zdołali tak bardzo wszystkich nas przy sobie blisko trzymać. Już wtedy gdy cała nasza ferajna jadła pierogi z "jednego korytka" wiedziałam, że to najlepsze pierogi na świecie. I landrynki, które Dziadzio Antoś ( tak, tylko tak do Niego mówimy... lub po imieniu Antosiu) po pracy wyciągał z czarnej, skórzanej torby zatykając nam dzioby, gdy stojąc na płocie krzyczeliśmy ...ciuciu! 




Ale te Święta zapowiadają się na trudniejsze. Z walką i ze strachem z tyłu głowy o Niego.
Ale też z nadzieją. Plotę wianek na drzwi. Drugi dla Polci. Dekoruję okna i kąty odkurzam, listę zakupów tworząc, plan na pieczenie obieram. Antka małą kulą potrząsa pokazując Poleczce padający śnieżek i brokatem sypie. W tle ciągle Zbigniew Preisner. A w weekendy spacer po świątecznym jarmarku. Kartki świąteczne. Sukienki na wieszaku gotowe czekają, kołnierzyk, co mnie tak cieszy i te spinki do włosków, których jeszcze w tamtym roku nie było. Nasze małe świąteczne tradycje. Nieświadomie może budowane. Kiedyś będą częścią wspomnień. Cieszą.

16 kwietnia 2013

after party roczkowe

czyli powtórka rozrywki


Odkładane z powodu infekcji gardziołka urodziny dla Dzieciaczków odbyły się. Było hucznie i głośno. Bardzo głośno. To była zaledwie grupa 8 Maluchów a harmider był na prawdę imponujący.
Moje niezrealizowane marzenie o posiadaniu przedszkola  - uznałam za nieobowiązujące. Impreza odbyła się u moich Rodziców - salonem zawładnęli potomkowie naszych Przyjaciół.
Antka nieco zaskoczona od samego rana, kiedy to sufit z ukochaną lampą - pokazywaną po stokroć małym paluszkiem, zamieszały baloniki. Ach, co to był za pisk... I mimo, że niebo balonowe to już przeszłość - gryząc pozostałości, wciąż pokazuje paluszkiem sufit i dla mnie zupełnie zrozumiale mówi balon - inni słyszą zaledwie "ba".


Gdy przybyli mali Goście\Antosia była lekko zdziwiona - choć Jej minka wciąż wyglądała na zaskoczoną. Słusznie, nie codziennie miewa się takie towarzystwo. Ale frajda była ogromna...
Rozpakowywanie prezentów zdominowali starsi koledzy. Antosia zadowoliła się kartonowym klockiem, który smakował najpyszniej.



A potem klu tego przyjęcia czyli torcik. Jako, że ptaszki zajmują uwagę Tosieni w ostatnich dniach szczególnie był i On - ptaszysko bujający w obłokach - i uwielbiane balony:).

Dekoracja zniknęła z tortu gdy tylko zgasła świeczka - potem już tylko troskliwe mamy walczyły z amatorami kolorowej masy cukrowej. No i tak działo się aż do późnych godzin wieczornych - gdy dobranockowa pora wprawiła Maluchy w pociąganie uszu, tarcie oczek oraz maruderkę. Najtrudniej miał Mikuś, którego czekało 2 godziny drogi w foteliku samochodowym i groźba choroby lokomocyjnej. Ale chyba podobało Mu się mimo wszystko, bo powtarza od soboty - Czintan auto - co w wolnym tłumaczeniu Jego Mamy oznacza - chce jechać do dziewczynki autem:)


Przyjęcia nie zakłóciły ani kupa, której za skarby przebrać jeden Gość nie chciał, ani zjedzone styropianowe jaja, ani napoje lądujące na podłodze. Obyło się bez krwi choć Fi z Oliśkiem byli na dobrej drodze - z odrobiną łez i niemal bez wyrywania sobie zabawek. Imprezą rządził Duet Twinsów. Hania z Antosią na tle męskiego towarzystwa okazały się być grzeczne, rozsądne i spokojne. 
Dorośli Goście Antosi nie byli tak grzeczni jak Maluchy bo większość jedzenia została nie skonsumowana. Szczęśliwie dla mnie sernikowe babeczki z malinowym musem od Moni uświetniły moją niedzielną kawę:)


Wielka to frajda być Mamą - także dlatego, by móc organizować urodziny swojego dziecka. Choć Pierwsze Urodziny są raczej radością dla rodziców i chwilową frajdą dla dziecka, pozotają także obrazem w pamięci - który na klatkach zdjęć uwieziony, kiedyś i Roczniakowi w pamięci zostanie. Malowany fotografiami, prezentami pięknymi, anegdotami z tego dnia. Do skrzyni wspomnień trafią pewnie też skarby z tego dnia, pamiątki zupełnie wyjątkowe, jak np. Lala własnoręcznie uszyta przez ciocię Pinę.
Kochani, jak mawia Mikuś - DZIA - czyli dziękujemy!




26 lutego 2013

Wiosny tęskne wyglądanie

Myślałam, że katar leczony trwa 7 dni - nie leczony zaś aż tydzień. U nas niestety to powiedzenie się nie sprawdza - już dwa tygodnie Antka zasmarkana. I to konkretnie. Tata Kukiełki nawet sięgnął po wynalazek jakim jest Katarek Czy polecam? Nie wiem. Skuteczność oczyszczania noska - i owszem jest. Byłaby większa gdyby w zestawie była instrukcja uspokojenia dziecka. U nas problem jest samo zbliżenie choćby chusteczki do malutkiego, i już zmęczonego noska katarem. Antka krzyczy, baaa wrzeszczy! Choć nie lubię tego słowa gdy mowa o płaczu mojego dziecka.
Dzisiejsza  noc przypominała te nasze pierwsze, kolkowe wieczory. Antka na rękach, ja w półsiadzie oparta o Tatę Antosi i tak do rana. Każde jej odłożenie skutkowało zupełnie zatkanym nosem - a, że Antosia nadal śpi tylko na brzuszku - oddychanie jest wyzwaniem. 
Walczymy więc dalej... na razie bez rezultatów. I wiosny  wyglądamy, gdy wirusy można w lesie zgubić a bakterie w pole wygnać.

W finale 11 miesiąca Antka pierwszy raz od czasu kolek jest małą Marudką, co uzasadnione - trudno jej wyszukać ciekawe zajęcie na dłużej. W niedzielne popołudnie Antosia została z Dziadkami - a Rodzice mieli wychodne:). Dziadek skonstruował pojazd - zupełnie przypadkowo, bez szczególnego dopracowania, stał się on jednak atrakcją nie do pobicia. Fi i Antka mieli zajęcia na całe popołudnie. Przemierzali salon i korytarz dziesiątki razy... oboje szczęśliwi. Z piosenką Jedzie pociąg z daleka w wykonaniu Filipa.  Na pewno udoskonalę pojazd i pozbędę się marketowego designu. Dziś jednak pierwsza fura Antosi występuje w kolorze Spring Green...


I myślę sobie oby do marca. Mam już w głowie zbliżające się nasze pierwsze rocznice. Ważne i piękne, niestety i smutna, trudna także przed nami.
Kwiaty noszone Poleczce wciąż nie dają rady zimowej aurze, aniołki, motyle i jabłka w śniegu  toną. Mimo moich największych starań ponuro, bez słońca zerkającego zza drzew.
W ubiegłym roku brałam głęboki oddech by doczekać do marca z dziewczynkami w brzuchu. Wiosnę czułam wtedy w powietrzu. Leki sprawiały, że ciągle miałam podwyższoną temperaturę ciała - i okno jak dzień, tak noc, było otwarte. Pięć kroków dzielących od okna było trasą nie do przejścia, było też zbytnią fanaberią. Za całe przedwiośnie służyły mi tulipany, co to mi je mąż nosił a wiosenny look nadawała piżama i kolorowe sińce na rękach... Znowu wspominam? ech.


Za to Babcia Halszka, spod wschodniej granicy, śle nam już wiosnę, której tak z Antolką  wyglądamy przez okno. Paczuszka jak zwykle zapakowana profesjonalnie, wielce radosna. Z piękną zawartością, trochę wyczekana, ale i z nutką niespodzianki.  Babcia Antosi rozpuszcza nas ogromnie i przyzwyczaja do tych ręcznych uroczych robótek. A nam apetyt rośnie ... z wiosną ochota na pastele - te uwielbiamy najmocniej ale i musztardową żółć, i fluo kolory:) Swetry, sweterki, kamizelki, sukienki i szorty - tak szorty najpiękniejsze. Rozkochałam się w tych ręcznych dziergankach...
Takim zwiastunem wiosny jest w Tosinkowym królestwie girlandy made by Babcia. Pora nadeszła by koloru pokojowi nadać.


 

Mimo, że zima była łaskawa dla nas. Nudy nie było. Dzień gonił za dniem. Atrakcje po drodze bywały. Śnieg dopisał. Wiosny chcemy i już!Tak Wiosny chcemy bardzo!